czwartek, 21 maja 2015

22



Charlie*

Zjadłam jedną, marną kanapkę. Nic wielkiego, w końcu był to tylko chleb, ser i pomidor. Siedziałam sama w kuchni, bo Harry jeszcze spał. Jakoś nie przeszkadzało mi to, że ze mną spał, cmoknął mnie i i tulił całą noc. Czułam się bezpieczna.
Mieszałam łyżeczką w swojej herbacie mimo tego, że napój dawno wystygł. Toczyłam wojnę w swojej głowie.
Okey. Wiem, że życie nie jest idealne. Nic nie jest idealne. Sorry! Lody o smaku gumy są najlepsze!
Do kuchni wszedł Harry. Jego włosy sterczały na wszystkie boki. Wyglądał uroczo. Lekko się uśmiechnęłam, gdy przysiadł się do mnie.
- Dzień dobry. - mruknęłam popijając herbatę.
- Witam, jak się spało? - kłamałbym mówiąc, że dobrze. To było okropne uczucie budząc się wiedząc, że to stało się naprawdę. Wahałam się z odpowiedzią, więc wzruszyłam tylko ramionami.
Przez chwilę milczeliśmy.
- Em... zrobiłam ci śniadanie - przysunęłam mu talerz z tostami i omletem. Obdarzył mnie uśmiechem.
- Dziękuję.

Gdy Hazz jadł swoje śniadanie, ja brałam prysznic. Odzierałam się szczotką, by zmyć z siebie brud jego lepkich łap. Tak piekła mnie skóra, a oczy wypuściły gorące łzy. Usiadłam na śliskim siedzonku i schowałam twarz w dłoniach. W małym powietrzu robiło się cieplej, para otulała moje ciało.
- Pieprzone życie - warknęłam, uderzając o kafelkową ścianę. Za co? Za wszystko do cholery!

Wysuszyłam włosy, ubrałam się. Nawet nie nałożyłam makijażu. Po co? To i tak nie zamaskuje mojego smutku. Czyż nie? Powinnam zadzwonić do mamy. Powiedzieć jej, co się stało, wyżalić się, usłyszeć piękne, ale nie prawdziwe: Będzie dobrze. No, ale na co ja liczę? Że przyleci samolotem z tym swoim nowym kochasiem? Ba! Wolę siedzieć tu sama. Poszłam do pokoju.
Nie umiałam powstrzymać dźwięku: Ooo, jaki słodziak.

Puszysty Mentos leżał na moim łóżku z misiem w zębach i patrzył na mnie tymi oczętami. Cud miód i Mentosik.
Wskoczyłam na łóżko i wtuliłam się w psią sierść. Ale on urósł! Kilka miesięcy i taka bestia!
- Gdzie byłeś kiedy cię potrzebowałam mój ty książę?   - szepnęłam w duże ucho psa. Ten tylko polizał moją twarz. Myśli, że zwykły całus mi wystarczy? O nie!
Łaskotałam psa do bólu. Czasami czuję, że ten zwierz jest mi bratnią duszą. Dziwne?
Budzi mnie do szkoły, przynosi plecak, zamyka drzwi gdy przychodzimy ze spaceru. On bardziej się mną interesuje niż moja mama. Ostatni raz rozmawiałam z nią o świętach. Boję się o nią. Ja i moja mama nigdy tak się nie zachowywałyśmy. Gadałyśmy o wszystkim. O tym, co mnie boli, jaki chłopak mi się spodobał, jak było w szkole, co u niej w pracy, ile musiała harować w pracy.
To zanika. Blaknie jak farba na kartce. Nie chcę jej stracić.

Próbowałam kilka razy zadzwonić do rodzicielki. Wszystkie próby kończyły się tak samo. Bałam się.
Co jeżeli jej coś się stało, jeżeli ten facet coś jej zrobił? Zrezygnowana odłożyłam telefon i skubałam paznokcie. Chciałam jej wszystko powiedzieć. Wyrzucić z siebie ten strach i ból.
Gdy telefon zadzwonił zerwałam się i odebrałam.
- Mamo! Tak się ciesz...
- Cześć Charlie, tu Niall. Mogłabyś do nas przyjechać? Teraz. - posmutniałam. Liczyłam na kogoś innego. - Cassie...
Prawie zapomniałam jak oddychać. Cassandra. Rzuciłam mu szybką odpowiedź i pobiegłam do salonu.
- Harry! - w łazience paliło się światło, co oznaczało że prawdopodobnie brał prysznic. Napisałam wiadomość na kartce, dość niewyraźnie. Złapałam za kluczyki i z piskiem opon odjechałam.

***

Co jeżeli ona sobie coś zrobiła? Wczorajszy wieczór, załamka, wypadek... To jakiś chory żart!
Całą drogę obwiniałam się o wszystko. Bo to moja wina! Gdybym zachowała się jak przyjaciółka to pobiegłabym za nią, przytuliła, pocieszyła.
Nie! Ja odpoczywałam sobie w domku, jakbym była jedyną poszkodowaną. Myślę tylko o sobie! Jestem suką.
Gdy znalazłam się pod domem chłopaków wybiegłam z auta i popędziłam do drzwi, otwierając je z hukiem. Wiem, że to niekulturalne, ale nie miałam czasu na maniery.
- Cassie! - wbiegłam do salonu gdzie siedzieli chłopacy. - Gdzie ona jest?! - w moich oczach zebrały się łzy. Ich miny wyrażały smutek i spokój jednocześnie.



*Cass

 Leżałam na łóżku, już nawet nie czując potoku łez, płynącego po moich policzkach.
- Cassie, proszę. - to znowu Liam. Nie dawał mi spokoju całą noc. Głód wreszcie wyciągnął mnie z pokoju. Chłopcy spojrzeli na mnie z nadzieją.
- Nie chcę rozmawiać. Jestem tylko głodna. -  zajrzałam do lodówki. Wyciągnęłam duży kawałek czekoladowego tortu. Zamknęłam drzwi i omal nie dostałam zawału widząc Liama.
- Zamierzasz się utuczyć? - uniósł brwi, widząc moją bombę kaloryczną. Wzruszyłam ramionami. Może wtedy żaden facet by się do mnie już nie zbliżył?
- Więcej do kochania, nie? - kiedy skończyłam mój tort, wyciągnęłam kolejny kawałek.
- Cass, nie możesz udawać, że nic się nie stało. Proszę, powiedz mi, co się dzieje. Dlaczego powiedziałaś Niallowi? Sandra! - złapał mnie za nadgarstek, kiedy próbowałam go wyminąć. Z trzaskiem odłożyłam talerz na blat.
- Chwila słabości, okay? Nie chciałam mu tego mówić, ale się uparł. Teraz żałuję, że obarczyłam go takim ciężarem, nie chcę znów popełnić tego samego błędu. Proszę, Liam. - podniosłam na niego smutny wzrok. - Poradzę sobie, zobaczysz. Radziłam sobie przez 3 lata, więc i tym razem dam radę.
- Nie. - Liam był stanowczy. - Jaki ciężar? Cass, martwimy się o ciebie. Naprawdę,  po prostu powiedz. - kręciłam głową, ale on nie ustępował. - Bo... będę musiał zadzwonić na policję. Wiesz, że mogę to zrobić. - wiedziałam. Wbiłam wzrok w swoje skarpetki.
- Powiem ci..  kiedyś. Na pewno. Ale teraz nie jestem gotowa.
- Przez trzy lata nie byłaś gotowa? - uniósł brew. Miałam ochotę go uderzyć. Nawet nie wie, jak się czuję.
- Okay. Sam jesteś sobie winien. Ale nie wolno ci pisnąć ani słowa. - wymierzyłam w niego srebrną łyżeczką. Spojrzał na błyszczący metal i pokiwał głową. Opuściłam sztuciec i rozejrzałam się. - możemy gdzieś pojechać? W jakieś ustronne miejsce?







*Niall

Charlie miała szaleństwo w oczach. Niestety, musiałem ją rozczarować.
- Charlie... Ona pojechała. Z Liamem, dziesięć minut temu. Przepraszam, że musiałaś się fatygować. - mruknąłem, patrząc na skarpetki. Lottie opuściła ramiona, opadła na kanapę, obok mnie i zapytała cicho:
- Co jej się stało? - szepnęła. Westchnąłem.
- Łatwiej byłoby zapytać, co jej się nie stało. - bawiłem się palcami. - Przyszła do domu bardzo późno, cud, że jeszcze nie spałem. Od razu padła na ziemię nieprzytomna. Była zupełnie zimna, baliśmy się, że może się upiła i coś jej się stało, ale nie było od niej czuć alkoholu. - schowałem twarz w dłonie. - to do niej nie podobne. Nie wiedziałem jak się zachować. Jeszcze nikt tak się przy mnie nie zachowywał. Nie chce nic mówić. - pokręciłem głową. - Chcę jej pomóc, ale nie wiem jak.
- Niall... pomożemy jej. - podniosłem wzrok na brunetkę. - pomożemy ci Cassie, pomożemy. - mówiła coraz ciszej, po jej policzku popłynęły łzy, które już wiele razy widziałem. - Moja mała Cass, biedna Cass.
Przytuliłem ją nieco niezdarnie, reszta chłopaków milczała.


*Cass

 Opowiedziałam mu wszystko. Jak dziadek mnie wychował, jak dorastałam bez opieki i miłości rodziców, jak zmarł mój dziadek, jak poznałam mojego pierwszego i jedynego chłopaka, jak mnie zdradził, jak się upiłam i złamałam kostkę, jak znalazł mnie mój "wybawca", jak się mną zabawił, jakbym była szmacianą lalką. Jak starałam się wszystko ukrywać, jak topiłam swoje smutki w alkoholu, przy każdej okazji, jak bezpiecznie się czułam w ich domu, do czasu gdy on znów się pojawił. Jak nawiedzał mnie w snach. Wylałam na niego wszystkie moje smutki, żale, cierpienia, nie bojąc się już odrzucenia, czy oburzenia, że ludzie mają o wiele gorsze problemy, a ja się użalam nad taką błahostką i oczekuję litości. Wreszcie czułam, że może jednak coś znaczę, że ktoś się o mnie martwi, że komuś jednak zależy na moim szczęściu.
 Liam milczał, ale wiedziałam, że słucha. Chłonął każde słowo z oczami utkwionymi w linię horyzontu. Siedzieliśmy na Tower Bridge, za nami gwar samochodów i miasta nie ustawał, ale byliśmy głusi na te hałasy. Śnieg wirował wokół nas, ale byłam wreszcie dobrze ubrana i było mi ciepło. Kiedy skończyłam, skierowałam wzrok na Liama, nie próbując powstrzymać łez, gdyż wreszcie ani jedna nie próbowała wydostać się spod moich powiek.
- Powiedz coś. - mruknęłam.
- Ważne, że jesteś z nami. - odparł tylko i przytulił mnie mocno. Byłam mu wdzięczna, że nie zaczął się nade mną użalać, pytać, jak to wszystko przetrwałam, za to, że nie obiecał, że "będzie dobrze", że "wszystko się ułoży" i "zobaczysz, jeszcze będziesz się z tego śmiać".
- Dziękuję. - odwzajemniłam uścisk i siedzieliśmy tak w milczeniu, wsłuchując się w szum wody i samochodów, oglądając wspólnie statki, pojawiające się i znikające za horyzontem.


*Cass

Wróciliśmy późno wieczorem. Cały dom pogrążony był w ciszy. Na palcach przeszliśmy po salonie i powiedzieliśmy sobie "dobranoc". Przebrałam się w pokoju do piżamy, nawet nie zapalając światła. Leżąc w łóżku rozmyślałam o mojej rozmowie z Liamem, czy na pewno dobrze zrobiłam. Kręciłam się z boku na bok, nie mogąc zasnąć. Wreszcie wstałam i powlokłam się do kuchni. Nie wiem, czemu akurat tam, po prostu zawsze na filmach tak się robi. Wyjęłam słoik z biało - czekoladową podróbą nutelli i jadłam ją łyżką. Nawet nie zapaliłam światła, położyłam tylko włączony telefon na blacie przede mną.
Do kuchni wszedł zaspany Louis. Nie wiem, dlaczego zawsze kiedy w środku nocy chcę sobie posiedzieć sama, akurat ktoś jeszcze nie może zasnąć i mi przeszkadza. Obdarzyłam go markotnym spojrzeniem. Nie powiedział ani słowa. Wyjął z lodówki słoik masła orzechowego i usiadł na przeciwko mnie. Jedliśmy w ciszy. Zastanawiam się, co by zrobił ktoś, wchodząc teraz do kuchni. Dwoje ludzi w piżamach, siedzi na przeciwko siebie w ciemnej kuchni i je puste kalorie ze słoików. Dosyć niecodzienny widok.
- Jak się masz? - zagadnęłam wreszcie. Podniósł wzrok i chwilę na mnie patrzył.
- Normalnie - wzruszył ramionami. Westchnęłam. Chyba nie był chętny na rozmowę. Siedzieliśmy znów w głuchym milczeniu.
- Będziesz spać? - zapytał. Uniosłam oczy na niego.
- Nie.
- Mogłabyś ze mną zostać? Chyba nie czuję się najlepiej.
- Właśnie wpieprzyłeś pół słoika masła orzechowego, to co się dziwisz. - Lou uśmiechnął się na to.
- Zostaniesz?
- Zostanę.



Yaaayy!! Gotowy rozdział 22 :D :D :D co o tym myślicie? Mi się nawet podoba ;) podzielcie się opiniami, my staramy się jak możemy, ale wiadomo - koniec roku, poprawianie ocen i te sprawy. Na 23 rozdział troszkę poczekacie. Ile? Nie wiem. Tydzień? Dwa dni? Może dwa tygodnie? Postaramy się jak najszybciej. Czekamy na komentarze!! ~ Hermi 
EDIT: Jeżeli ktoś jeszcze nie widział!! Nasz drugi blog: http://youpromise3.blogspot.com/