wtorek, 15 lipca 2014

1



Cassie*
Aww, jak fajnie się spało. Trzeba to powtórzyć, najlepiej od razu. Niee, trzeba iść do szkoły, w planach na dzisiaj jest rozpoczęcie roku. W Londynie mieszka się cudownie tata kupił ten wyrąbisty dom niedawno i jeszcze się nie przyzwyczaiłam do mojego nowego pokoju.

Szkoda, że nie ma w nim łazienki, no ale tata twierdzi, że jest oszczędny i powiedział, że i tak mam dobrze, bo nie mieszkam z bachorami. No, w sumie racja, dzięki tato. No, ale dość tych czułości. Tata dał mi osobny pokój, żebym mu nie truła, że nie chcę mieszkać z bachorami, nie dlatego, że mnie kocha. Ale coś za coś, albo miłość, albo własny pokój. Tym razem nie miałam wyboru. Tata wybrał sam, on chyba nie wie, co to miłość, albo zapomniał. Nie wiem i nie obchodzi mnie to. Ehh, przeciągnęłam się i potrząsnęłam głową. Trzeba się napić kawy, bo nie chcę wyglądać, jak żul. Odplątałam się z wygodnej pościeli i stanęłam przed dużym lustrem ściennym. Miałam na sobie ciemną koszulkę do połowy uda i białe skarpetki, zciągnięte w dół. Oczywiście standardowo rozmazany makijaż, co tam, potem się umyję. Na głowie królował tak zwany artystyczny nieład, przynajmniej Charlie tak to nazywała, ehh artystka. Poprawiłam niesforny koczek i spróbowałam poskromić wystające z niego jasne kosmyki. Ale w sumie po co? I tak nikt mnie nie zobaczy, ewentualnie tata, albo bachory.
Zeszłam powoli na dół, gdzie była kuchnia oddzielona od salonu ogromną półką z podrobionego drewna made in china i  szkła, na której projektanci ułożyli jakieś badziewie. Hmm, przy salonie tatuś już nie był taki oszczędny, w końcu tutaj przychodzili czasem jago znajomi na mecz. Aktualnie siedział na kremowej sofie z jakimś baranem, a nie przepraszam to był chłopak z baranem na głowie. Sięgnęłam na półkę na której powinna znajdować się moja komórka, chwilę zajęło mi szukanie jej, w międzyczasie pomyślałam o mamie. Strasznie dużo piła, ćpała no i takie tam, więc tata stwierdził nagle, że jej już nie kocha i się rozwiedli a mamie sąd kazał grzecznie wypierdalać. Przynajmiej ja to tak odebrałam. Mama wpadła do naszego jeszcze starego mieszkania w Holmes Chapel, zabrała resztę rzeczy i wsadziła swój zacny tyłek do BWM jakiegoś jej starego kochanka, którego zamierzała obrobić z forsy. Nie ma co, cudowna mamuśka. Zaraz, właściwie po co o niej myślę? Sama nie wiem, po prostu jestem dziwna… bardzo dziwna. Zaraz, chwila… chłopak?! Może mnie nie zauważyli, nagłym ruchem złapałam dół koszulki i obciągnęłam ją jak najbardziej w dół. Oczywiście jestem sierotą, więc musiałam strącić jakiś cholernie drogi wazon, który wcale nie musiał tu stać, ale pasował i był drogi no więc to przeważyło. Wazon musiał spaść na podłogę, szczęście, że się nie rozbił, za to narobił potwornego hałasu, więc pewnie nawet Charlie, na drugim końcu miasta mnie słyszała. Chłopak z lokami na czaszce odwrócił głowę i spojrzał na mnie zdziwiony.
- To nic takiego – usłyszałam pogardliwy głos taty – to tylko moja córka, która nie potrafi nawet przejść przez pokój nie potrącając czegoś cholernie drogiego – nie zdziwiłam się na te słowa, tata bardzo lubił mi mówić jaka jestem żałosna i nieudana. Hehe, raz nawet powiedział, że nie może uwierzyć, że to właśnie ten plemnik wygrał. Nigdy nie płakałam, kiedy tak mówił, przywykłam. Na początku myślałam, że żartuje, no a potem już byłam za stara, żeby beczeć o takie głupoty.
- Jestem Harry – wyrwał mnie z zamyślenia ten lokowaty.
- Widzisz, jaką mam nieudaną pierworodną? – skomentował tata – nawet nie umie się przedstawić.
- Jestem Cass – powiedziałam, nie przejmując się komentarzem taty.
- Cassandra – poprawił tata. Prychnęłam i nadal obciągając bluzkę poszłam do kuchni, zupełnie zapomniałam o telefonie, potem go poszukam, jest jeszcze czas. Spojrzałam na stertę brudnych naczyń w zlewie, a to jest artystyczny nieład według mojego taty. On nie ma gustu, ale nie chce mu się nikogo zatrudnić do sprzątania, a ja tego robić nie będę. Na szczęście mnie nie zmusza. Wyjęłam jogurt naturalny i przyjrzałam się stercie. Wydobyłam najczystszą łyżeczkę, puściłam zimną wodę i czekałam, aż łyżeczka w jakiś magiczny sposób stanie się czysta. Usłyszałam, że tata żegna się z Harrym. Westchnęłam z ulgą i zakręciłam kran. Wytarłam łyżeczkę do czystej ściereczki i przejrzałam się w niej – jest ok – pomyślałam i poszłam do pokoju. Po drodze zerknęłam na elegancki i oczywiście cholernie drogi zegar ścienny, 8.20. Ja mam rozpoczęcie na 9.30 a bachory na 9.00. Czemu one jeszcze nie wstały? Wdrapałam się po schodach i przechodząc obok ich pokoju, wparowałam do środka.
- Wstawać, bachory! – zawołałam – za 40 minut macie być w szkole, więc lepiej się pospieszcie! – nie zwracając uwagi na ich jęczenie poszłam do swojego pokoju. Od razu dopadłam laptopa i zadzwoniłam do Charlie. Odebrała po chwili.
- Smacznego jogurtu – parsknęła śmiechem.
- Dzięki – odparłam i zaczęłam chodzić po pokoju, szukając czegoś, w czym mogłabym jakoś wyglądać.
- Wiesz, że jesteś brudna? – zapytała Lotta, nie zwracała już uwagi na to, że podczas rozmowy chodzę po pokoju, albo robię inne, dziwne rzeczy. Wie dobrze, że jestem dziwna.
- Aha – rzuciłam tylko i przetarłam usta kawałkiem koszulki. – Charie!! – wydarłam się nagle.
- Coo?! – też się wydarła – czemu krzyczymy?!
- Bo nie mam co ubrać! – miotałam się po pokoju.
- Biała, sexy koszula i czarne, sexy spodnie. – powiedziała, jakby już dawno to wymyśliła.
- Dzięki, do zobaczenia w szkole – rzuciłam i rozłączyłam się, pobiegłam do łazienki, z nadzieją, że nie jest zainfekowana przez bachory. Nie była, uff. Szybko się umyłam, przebrałam i delikatnie pomalowałam. Pff, nie lubię się malować, więc przejechałam po prostu tuszem po rzęsach i błyszczykiem po ustach.

- Chodźcie bachory! – zawołałam – jest 8.50, zaraz się spóźnicie! Wybiegliśmy z domu, bachory miały blisko, grzecznie, jak podręcznikowa siostra odprowadziłam je pod szkołę, a sama popędziłam do parku, w którym byłam umówiona z Lottą. Pff, jakbyśmy nie mogły się umówić pod colleg`em. Obie idziemy do klasy o profilu artystycznym. Charlie, bo cudownie rysuje, a ja bo całkiem nieźle śpiewam. Pojechałabym nowym autkiem, ale nie, muszę iść. Takie są skutki przyjaźni ze sportsmenką.
* Charlie
Koniec wakacji. Najgorsze co może być, to świadomość, że będziesz musiał/a siedzieć w szkolnej ławce, słuchać nauczyciela i czekać na wybłagane 10 minut przerwy. Niechętnie wstałam i otworzyłam okno, by wpuścić trochę świeżego powietrza. Zerknęłam do szafy i pół godziny myślałam w co się ubrać na rozpoczęcie roku szkolnego. Wybrałam sukienkę i inne duperele. Nie zależy mi na tym, by być normalnie ”pop star ”.

Po przemianie z ogra w przeciętną nastolatkę byłam gotowa. Zeszłam na dół do kuchni. Tam mama robiła śniadanie. Że co?! Albo ja śnię, albo mi matkę podmienili. Ona i kuchnia to dwa różne światy. Nie skomentowałam tego. Przywitałam się i usiadłam przy stole.
- Wow córuś… wyglądasz ślicznie. – powiedziała mieszając żółtą papkę. Chyba próbuje zrobić jajecznicę.
- Dziękuję mamo ty też wyglądasz okazale. – dziwne, że to powiedziałam bo była ubrana w fartuszek… i cała umazana od wszystkiego.
- Cieszysz się na nowy rok szkolny? – spytała moja rodzicielka. Jak to co roku. Zadaje zawsze to samo pytanie.
- Jest mi to obojętne. Fajnie bo… nie wiem dlaczego fajnie.
- To dlaczego głupio, że wracacie do szkoły? – o to już łatwiejsze pytanie.
- Ekhem… głupio ponieważ: musimy się jeszcze więcej uczyć niż rok temu, trzeba słuchać nauczycieli, mamy tylko 10 minut przerwy, a 45 minut lekcji, dostajemy minusowe punkty i… to chyba tyle.
- Mogłam nie pytać. – zamamrała pod nosem.
- A … – nie zdążyła powiedzieć, bo zadzwonił jej telefon. Poszła odebrać, a ja za nią mieszałam. Kiedy ja gotuję są mniejsze szanse na sfajczenie domu. Nałożyłam nam jajecznicę na talerze i zasiadłam przy stole. Mama przyszła do kuchni i usiadła ze mną. Dawno tak nie jadłyśmy. Zazwyczaj to mama jest w pracy, a ja robię sobie sama posiłki. Współczuję mamie. Ojciec znaczy ten człowiek bez serca zostawił ją dla innej. Było tak fajnie kiedyś. Tata zabierał nas na ryby, do wesołego miasteczka na super wakacje. Byliśmy idealną rodziną. Teraz tata wyjechał, a nas zostawił same. Nie dzwoni, nie pisze. Żal mi go. Trudno, trzeba dalej żyć póki to życie się ma. Gadałam na chwilę jeszcze z mamą, ale musiałam już iść. Wyszłam z domu i szłam przez londyński park. Zawsze tu pełno ludu. Najładniej jest tu latem. Wszędzie są kwiaty, zieleń, fontanna. Myślałam tak nad swoim życiem. Co po szkole? Muszę znaleźć pracę i co dalej bo nie wiem? Nie będę cały czas żyć na utrzymaniu mamy. Kiedy tak w spokoju szłam ktoś we mnie wderzył. Miałam już się przewrócić, ale mnie przytrzymał. Ogarnęłam się i spojrzałam na tego kogoś. Był to blondyn w ciemnych ray banach.
- Przepraszam, nie chciał...-spojrzał na mnie i patrzył.Tak z błyskiem w oku.Spojrzałam za siebie.Nikogo nie było.Na co on tak patrzy?
Nic się nie stało… – uśmiechnęłam się, a on zachichotał pod nosem. 
- Szukam Harrow College wiesz może gdzie to jest? – spytał.
- Tak wiem właśnie tam idę.
- O! to mogłabyś… wiesz.
- Mogłabym. Jeżeli chcesz możesz iść z nami. – powiedziałam. Ten odetchnął i się uśmiechnął.
- A ktoś jeszcze idzie?
- Tak, właśnie czekam na Cassie.
- Kto to?
- Moja przyjaciółka… A tak w ogóle to jestem Charlie – podałam mu rękę.
- Niall – odwzajemnił gest. – a wiesz bo moi koledzy no… mogliby też iść?
- Jasne – westchnęłam. Nie było ich nigdzie widać, za to na horyzoncie pojawiła się postać Cassie. No bejbe, rusz tą dupę.
*Cassie
Podeszłam do Chralie i jakiegoś chłopaka. Nie znałam go i nie chciałam poznać, ale ogólnie przyjęte zasady dobrego wychowania wymagały, aby sie przedstawić. Niechętnie podałam mu rękę. Odwzajemnił gest.
- Cassandra Miller.
- Niall – nie podał nazwiska, ciekawe czemu? Może to jakiś seryjny morderca? Nie miałam czasu żeby nad tym pomyśleć, bo nagle dookoła zrobiło się ciemno. Nie chciało mi się wrzeszczeć, jak jakaś rozwydrzona nastolatka, więc jedynie cicho pisnęłam. Dotknęłam opuszkami palców czyjejś dłoni.
- Nie zgadnę – powiedziałam, ściągnęłam czyjeś ręce ze swojej twarzy i odwróciłam się. Najpierw zobaczyłam piękny uśmiech, a potem idealnie niebieskie oczy, po czym zrozumiałam, że to chłopak, więc się odsunęłam na kilka kroków. Przyjrzałam mu się dokładniej, czy ja go skądś znam?
- Przepraszam, znamy się? – zapytałam, a on tylko wyszczerzył ząbki w uśmiechu.
- Nie, ale może kojarzysz mnie z telewizji, mamy zespół, jesteśmy tak jakby sławni – zmarszczyłam brwi, nie oglądam telewizji. Moje życie kończy się na tweeterze i facebooku. Pokręciłam głową.
- Wątpię, jednak cię nie kojarzę. – odparłam, a on w przypływie nagłej euforii złapał mnie w talii, podniósł wysoko w górę i okręcił się ze mną dookoła własnej osi. Jeszcze żaden facet nie dotknął mnie w ten sposób. Nie powiem było fajnie, ale, ale, mnie się tak nie dotyka!
- Puść mnie – powiedziałam, a on grzecznie mnie odstawił. Staliśmy obok siebie, kręciło nam się w głowach, więc żeby nie upaść podtrzymywaliśmy się nawzajem. Nic to nie dało, bo obaj wyglądaliśmy, jak para pijaków. Chciałam złapać sie jego ramienia, ale nie trafiłam i upadłam na ziemię, śmiejąc się z niczego. No świetnie, napadła mnie głupawka, przy obcych ludziach. Właśnie! Skąd oni się tu wzięli? Oprócz mnie, Charlie, Niall’a i tego niebieskookiego głupka stała tu jeszcze trójka innych chłopaków. Jednego z nich znałam.
- To ty! – zawołałam, wskazując na chłopaka z baranem na głowie.
- To ja! Ale kto ja? – zapytał, a ja parsknęłam niepohamowanym śmiechem, no cóż głupawka jeszcze mnie nie opuściła. W końcu wstałam z ziemi i stanęłam przed nimi w całej okazałości.
- Jesteś Harry, prawda? Co robiłeś dzisiaj u mojego ojca? – wszyscy spojrzeli na chłopaka.
- No właśnie Harry, co robiłeś u przepraszam, nie znam twojego imienia? – chciał widzieć chłopak z jasnobrązowymi oczami i włosami.
- Jestem Cassie. – wyjaśniłam. Nie podałam ręki, bo wystarczy mi na dzisiaj bliskości z płcią przeciwną.
- Liam – wyjaśnił i spojrzał pytająco na Harrego.
- Jej tata chciał się ze mną spotkać. – odparł.
- I co, to wszystko? – zapytałam. – no a o czym gadaliście?
- A to chyba nie twoja sprawa.
- To mój ojciec! Mam prawo wiedzieć! – wkurzyłam się i zaplotłam ręce na piersi. Jednak po chwili tego focha po prostu nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem.
- Emm – zagadnął Niall – a możemy już iść?
- A wiesz gdzie? – zapytała Lotta.
- No… nie.
- Więc pójdziesz wtedy, kiedy my będziemy chciały – zrobiła efektowną przerwę. – możemy już iść. – wszyscy parsknęli śmiechem, a ja dostałam jeszcze większej głupawki. Szłam pochylona, podpierając się na jednym z chłopaków, mówili do niego Zayn, zresztą nie wnikam i tak za chwilę się rozstaniemy.
*20 minut później
- Dzięki za wskazanie drogi, mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy – z moich obserwacji wynika, że Liam jest bardziej odpowiedzialny i uprzejmy od reszty bandy.
- Ta – trzy razy – nie dziękujemy – nie ma za co. – odparłam i odeszłam, a za mną grzecznie podreptała Charlie.


Oczywiście przepraszamy za dziwną czcionkę i kolor jej tła.Naprawimy to :>

PROLOG 

Życie jest ciężkie i to jest oczywiste dla wszystkich. Ale czy to jest przeszkodą do spełnienia marzeń? Oczywiście, że nie! Każdy ma problemy i każdy musi sobie z nimi indywidualnie poradzić. Tak samo jak dwie absolutnie różniące się między sobą dziewczyny. Cassandra Miller i Charlie Adamson. Czy to prawda, że przeciwieństwa się przyciągają? Chyba tak. Przynajmniej Cassie i Charlie w to wierzą i to jest jedna z niewielu rzeczy, która je łączy. Jedna wybuchowa, druga spokojna, ale kiedy trzeba potrafi się zabawić. Jedna działa na nerwy własnej matce, druga swojego tatę praktycznie ignoruje. Jedna wciąż poszukuje drugiej połówki, druga totalnie straciła zaufanie do chłopaków. Jedna potrafi godziny spędzać przed lustrem, poprawiać i zmywać powstałe dzieło, żeby w końcu wyjść z domu ze zwykłym kucykiem i pomalowanymi rzęsami, druga nie przepada za malowaniem się, delikatny tusz trochę eyelinera i błyszczyka – oto cała ona. Czy tak różniące się między sobą osoby znajdą wspólny język? Stawią czoło wyzwaniom? Na razie tak. No bo przecież co to za problemy? Początek roku, jacyś chłopacy, trochę irytujących laleczek – to przecież codzienność. Ale potem będzie pod górę, coraz gorzej, czy dziewczyny poradzą sobie z kłodami, jakie rzuca im pod nogi los? Dlaczego właśnie one? Czemu dwie najlepiej rozpoznawalne dziewczyny w szkole nie miały okazji ich poznać? Kogo? oczywiście najgorętszego boysbandu tego stulecia – One Direction. Czy piątka rozwydrzonych bachorów coś zmieni w ich życiu? Czy może będzie to tylko kolejny epizod? Kolejny rozdział, który zostanie zamknięty tak, jak inne, mniej ważne?

Bohaterzy




Charlotte  (Charlie, Lotta) Adamson ~ 18 lat


Mądra, miła, spokojna i uczciwa osoba.Jej największą pasją jest sztuka malarska.Dlatego też mówi: ''Malowanie wypełnia moje życie.''


Najlepsze relacje ma ze swoją przyjaciółką Cassie. Ojciec Charlie odszedł gdy ona była nastolatką.Teraz mieszka sama z mamą, którą kocha nad życie.

Lottie jest singielką i dobrze jej z tym.Nienawidzi kiedy chłopak uważa, że może mieć  każdą.

Marzy o pocałunku w                                                                                      deszczu...twierdzi, że jest to          

                                                                                 bardzo romantyczne.      



                     



                                                                                                                 


 "Jedyna moja rada to ta, że nie powinno si ę słuchać moich rad" 
Zbuntowana, pewna siebie, oddana przyjaciółka Charlie. Zawsze stawia na swoim, jest trochę rozpieszczona, ale nie odbija się to na jej życiu prywatnym. Szczerze nienawidzi swojego ojca, który nie zwraca na nią najmniejszej uwagi.

 Wszystko co umie zawdzięcza swojemu dziadkowi. Ma młodsze rodzeństwo - bliźniaki, chociaż wygląda, że za nimi nie przepada to tak naprawdę w głębi duszy je kocha.W przeszłości zawiodła się na płci przeciwnej i została mocno zraniona przez jednego chłopaka, więc stara się nie nawiązywać z nimi bliskich kontaktów.
Jej największą pasją jest śpiew. 

Uwielbia czekoladę i pistacje. Nienawidzi bananów. Jest bardzo przyjacielska, zabawna i miła, potrafi odnaleźć się w towarzystwie, chociaż swoją uprzejmość chowa pod maską chamstwa i egoizmu. Potrafi być bardzo czuła. Mimo swoich wad ma duszę romantyczki.






Louis ( Lou, Loui) Tomlinson ~ 18 lat   

                 



                            Louis jest najzabawniejszym i zdaniem wielu najdziecinniejszym członkiem                                                                           zespołu One Direction.


                                                                                         Ubóstwia marchewki i dobrą zabawę. Potrafi rozbawić towarzystwo i śmiać się z samego siebie. Ma piękne niebieskie oczy i kasztanowe włosy. Lubi gdy ktoś go głaszcze po głowie, twierdzi że to bardzo miłe. Ma sporo tatuaży i zamierza zrobić sobie jeszcze więcej. Nie cierpi dziewczyn, które nie szanują siebie i twierdzą że są najpiękniejsze na świecie. Za to uwielbia, kiedy dziewczyna jest pewna siebie i lubi dobrą zabawę, nie obraża się o byle co i jest wyrozumiała. 
Twierdzi że ma piękne oczy. Ma styl raczej na luzie. Często nosi rurki i kocha paski i szelki. Uważa , że tylko on może je nosić. 

    Czasami jest trochę zarozumiały i                                                                                            często zapomina o różnych                                                                                                                                                         rzeczach.  






Harry ( Hazza, Curly, Loczek) Styles ~ 18lat

Ten o to tu chłopaczek z burzą loków na głowie to Harry.
Jego najlepszym przyjacielem jest Louis.
 

Śpiewa w zespole One Direction .Razem z resztą zespołu chodzi do tego samego liceum co Lottie & Cass.

Rodzice Loczka rozwiedli się gdy był dzieckiem.Ma dobry kontakt z rodzicami i może też liczyć na swoją siostrę Gemmę.

Harry lubi meksykańskie jedzenie i pracował kiedyś w piekarni.Harry nie lubi gdy dziewczyna udaje kogoś kim                                                                                                                                                nie jest.

                                                                                                                            




                                  



Niall (Nailler, Ni) Horan ~ 18 lat

Wiecznie głodny blondasek.

Spokojny i ciągle uśmiechnięty chłopak.
1/5 One Direction.
Uważa, że może zakochać się w każdej dziewczynie. -'' Każda dziewczyna na świecie jest piękna!''-mówi.
Jeśli chodzi o jedzenie to uwielbia włoskie przysmaki.
Jego ulubionym przedmiotem szkolnym jest geografia. 

Nastolatek jest Irlandczykiem i pochodzi z Mullingar. Jego rodzice się rozwiedli.Ma też starszego brata Grega.






                                                                                                                                     

                                                                                                               

Zayn (Zayny) Malik ~ 18 lat 

Młody, przystojny, inteligentny chłopak zagadka.Raz na jego twarzy widnieje promienny uśmiech, a czasem potrafi patrzeć przed siebie dłuższy czas i rozmyślać godzinami.Ma blond pasemko na grzywce.Ma trzy siostry, ale chłopaki z 1D zastępują mu braci.

Jest w związku z Perrie Edwards.Niestety od  pewnego czasu   nie układa im się najlepiej.  Ulubionym przedmiotem szkolnym Malika jest j.angielski.
                   


                                                           



Liam (Li,Dady) Payne ~ 18 lat              



   Chłopak jest członkiem zespołu 1D.

Większość uważa, że Liam jest najromantyczniejszy z zespołu.

Przystojniak jest zakochany po uszy w Danielle Peazer.Li uważa, że najgorszą rzeczą jaką można zrobic dziewczynie to ignorowanie jej w momencie gdy ona kocha Cię całym sercem.
Jego ulubionym przedmiotem szkolnym jest W-F.Jako nastolatek był bardzo dobrym biegaczem.



   


                                                                      

                                                                        Perrie( Pezz ,Pery,Per) Edwards-18 lat                                                                   

Dziewczyna Zayna.

Jest członkinią girlsbandy Little Mix.Większość czasu spędza z koleżankami z branży.
Kocha zakupy i wszystko inne co z nimi związane.
Ma bzika na punkcie mody i wyglądu.
Dostała na urodziny od Zayna kotkę Pradę.
Uwielbia lody miętowe i wiśniowe.
Czyta wiele książek i ćwiczy na siłowni.













Danielle Peazer( Dan, Dani,Ella)18 lat

Bardzo sympatyczna  osoba.Potrafi zarazić śmiechem i wygłupami.
Jest to oczywiście ukochana Liama.
Danii ma naturalne kręcone włosy.
Jest zawodową tancerką.
Jej ulubioną piosenką 1D jest '' Moments''.
Uwielbia lizaki Twist.
Nie lubi pić za dużo alkoholu i nigdy nie paliła papierosów.
Danielle jest w 1/4 Włoszką , 1/4 Angielką i 1/2 Gujanką.




     

Nowe osoby w opowiadaniu będą dodawane   !!!!