czwartek, 23 kwietnia 2015

21



*Cass
~miesiąc później~

 Czuję się zupełnie samotna. Siedzę w swoim pokoju, zamknięta na klucz od wewnątrz i udaję, że nie istnieję. Chłopcy mi nie przeszkadzają. Louis coraz częściej przyprowadza do domu swoją dziewczynę. Annie uśmiecha się do mnie krzywo i mruga, a Lou za każdym razem udaje, że tego nie widzi. Staram się udawać, że mam to wszystko w dupie, ale średnio mi to wychodzi.
Dzisiaj chłopcy wyszli wcześnie. Śnieg już sypie porządnie. Lubię grudzień. Za kilka dni będą święta. Przeciągnęłam się i wyszłam z pokoju. Postanowiłam ogarnąć jakieś prezenty dla chłopaków.
W galerii było czuć świąteczny klimat. Natychmiast zapomniałam o Annie i rzuciłam się w wir zakupów. Przekopałam ubrania i kupiłam sobie kilka nowych ciuszków. Potem poszłam do marketu i zapełniłam cały wózek. Zamierzałam zrobić dużo świątecznego jedzenia.


*narrator 3-os

Dziewczyna była zaskoczona wyznaniem zielonookiego. Nie spodziewała się tego z żadnej strony. Mimo to, gdy wszystko sobie poukładała w głowie, poczuła przyjemne ciepło w sercu. Była szczęśliwa i chciała, by to działo się naprawdę.

Nastolatkowie po obiedzie spacerowali ulicami parku. Towarzyszyła im jedynie cisza, szum płynącej rzeki i jazgot pojazdów. Loczek od czasu do czasu otarł swoją dłonią o dłoń Charlie. Starał się być jak najbliżej niej. W końcu oboje postanowili zrobić pierwszy krok. Ich palce splotły się w mocnym uścisku. Stanęli w miejscu naprzeciw siebie. Głęboko spojrzeli w swoje oczy, zbliżyli twarze na odległość kilku centymetrów. Harry złapał za ciepły policzek dziewczyny, stykali się nosami i nie spuszczali wzroku. Dziewczyna stanęła na palcach i zbliżyła jeszcze bardziej twarz, stając się odważniejsza. Gdy oboje czuli na sobie swoje oddechy i gdy miało to się wydarzyć...
 Na drodze do ich szczęścia stanął, a raczej przejechał samochód, sprawiając, że na Lottie nie została ani jedna sucha nitka.

 ,,Charlie” Wymamrotał Harry swoim ochrypłym głosem, widząc niezadowoloną brunetkę. Charlie  w odpowiedzi wymruczała pod nosem wiązankę wyzwisk na kierowcę.
,,Chodź, zabiorę Cię do nas” Błyskawicznie ściągnął swoją kurtkę i złożył na plecy Lottie. Nastolatka sprzeciwiała się bojąc się o to, że chłopak zmarznie, ale on jej nie słuchał. Szybko podążyli do samochodu, którym potem odjechali do domu.

*Charlie

- Misiak! - Przyjaciółka wskoczyła na mnie okazując wiele miłości, którą odwzajemniłam. Zachowywała się, jakby mnie nie widziała przez rok. Okręciła mnie dookoła. Łał! Ile ona ma tej siły?
 - Dlaczego jesteś taka mokra? - Zapytała od razu. Spojrzała na mnie i Hazzę, po czym poruszała brwiami. Uderzyłam ją w ramię.
- Zboczeńcu! - Zarechotała, widząc moje różowe policzki. - Jakiś kretyn nie umie prowadzić samochodu. - Wytłumaczyłam.

*Cassie

W domu spotkałam mokrą Charlie i Harry'ego. Przepełniona szczęściem złapałam ją i okręciłam wokół siebie. Próbowali się tłumaczyć, czemu są mokrzy, ale ja wiem swoje.
- Chcecie coś do jedzenia? - zapytałam. Poszłam do kuchni, a oni za mną. - Zrobiłam spore zakupy.
Zajrzałam do torby. Chwilę szukałam jednego produktu.
- Chwila... - mruknęłam. - Miałam ochotę na lody w pudełku... takim jak na filmach, żeby móc sobie rozpaczać, pożerając kalorie. - Rozpakowałam całe zakupy, a Lottie i Hazz mi pomagali.
- Chyba nie ma. - wzruszył ramionami Loczek.
- Muszę pojechać po nie. - mruknęłam zdeterminowana. Harry przewrócił zabawnie oczami i położył mojej przyjaciółce dłoń na plecach.
- Charlie, odwiozę cię, jak chcesz. - zaproponował. Dziewczyna pokiwała głową i wyszli. Zabrałam torebkę i wyszłam za nimi.

***

Kiedy wróciłam z lodami wszyscy byli już w domu. Coś było nie tak. Siedzieli wokół stołu w salonie. Każdy patrzył w inne miejsce, milczeli, wyglądali na zmartwionych, albo przynajmniej próbowali tak wyglądać. Zaniosłam lody do pokoju, aby je potem zjeść i wróciłam do nich. Usiadłam obok Liama na kanapie i spojrzałam na Zayna, który siedział na fotelu i grał na telefonie w jakąś grę.
- Coś się stało? - zapytałam. Zayn nawet na mnie nie spojrzał tylko kiwnął głową w stronę Louisa. Tommo wyglądał na szczerze załamanego. Przekrzywiłam głowę.
- Lou? O co chodzi? - podniósł głowę. Chwilę patrzył na mnie. Milczał. Kiwnęłam się w przód i w tył. Nadal milczał, więc wstałam, by zajść do kuchni i coś zjeść.
- Annie. - powiedział tylko. Zatrzymałam się w miejscu, a moje serce drgnęło. Odwróciłam się powoli.
- Annie? Co z nią?
- Zerwała z nim. - mruknął Zayn, po czym wstał i zniknął na górze. Chłopacy patrzyli na mnie dziwnie. Lou zrobił to, co Zayn, a mijając, potrącił mnie, niby przypadkiem. Zmarszczyłam brwi, spojrzałam na Nialla pytającym wzrokiem, ale odwrócił się i też wyszedł. Opuściłam ramiona. Zapomniałam o kuchni i po kilku sekundach leżałam na łóżku z telefonem w ręku i próbowałam wymyślić o co im chodzi. Fakt pierwszy: Annie rzuciła Louisa. Fakt drugi: Louis jest załamany. Fakt trzeci: Louis jest wolny. Fakt czwarty: Chłopcy mnie już nie lubią. Ok. Nadal nie rozumiem. Myślą, że to moja wina? Niby w jaki sposób? Przez ostatni miesiąc próbowałam się ogarnąć z depresji. Potrząsnęłam głową, związałam włosy w kitkę i włączyłam losowy film na laptopie, oparłam się o ścianę i wpieprzyłam całe opakowanie lodów karmelowo-czekoladowych.

Harry*

Leżałem w swoim pokoju i gapiłem się w sufit. Krople deszczu uderzały w okno dachowe i nie potrafiłem się skupić. Przeklinałem samego siebie w myślach. Mogłem ją zabrać do parku! Nie! Ja wolałem spacerować po ulicy, a potem patrzeć jak woda z niej ocieka. Pacnij się w czoło Styles. Szybko przeniosłem się do pozycji siedzącej. Mogło być tak pięknie, romantycznie. Byliśmy już tak blisko! To są jakieś jaja! Na dodatek Lou jest smutny, a ja nie lubię kiedy Tommo jest smutny.

 Wziąłem prysznic, ale nawet tam myśli o pięknej brunetce mnie nie opuszczały. Oby to nie przerodziło się w obsesję. Wysuszyłem włosy, włożyłem dres i rzuciłem się na łóżko.

Cass*

Jest już totalnie zima. Lubię taką zimę. Ubrałam czarne rurki, ulubiony, zimowy sweter, na to wszystko narzuciłam uroczy, czerwony płaszcz i zwykłe kozaki na malutkim obcasie. Obowiązkowo nauszniki, komin, rękawiczki i telefon ze słuchawkami. Tak wyposażona mogłam wyjść na spacer. Wybrałam się jak zwykle do parku. Przechadzałam się zaśnieżonymi alejkami i obserwowałam bawiące się dzieci. Ktoś rzucił we mnie śnieżką. Odwróciłam się gwałtownie i dostałam centralnie w twarz. Zamarłam i rękawiczkami pozbyłam się zimna z policzków. Rozejrzałam się.
- Przepraszam! - usłyszałam. Podbiegł do mnie Zac. - Nie wiedziałem, że tak szybko się odwrócisz.
Przytuliłam go na powitanie.
- Dawno cię nie widziałam. Co u ciebie? - uśmiechnęłam się.
- Nudno. Za mało ciebie w moim życiu. - Mruknął. - Mogę zaprosić cię na hmm.. gorącą czekoladę?
- Naprawdę wiesz, co lubię. - pokiwałam głową. Poszliśmy do pobliskiej kawiarni.


Charlie*

Wzięłam długi prysznic. Po tej akcji na mieście pachniałam brudną wodą i spalinami samochodu. Ohyda. Wysuszyłam włosy. ''Mimo to było fajnie. Harry powiedział, że mu się podobam, prawie się pocałowaliśmy, ochlapał mnie samochód...'' Myślałam i poprawiałam swój odrażający wygląd. Ciekawe, czy inni mają takiego samego pecha jak ja? Założyłam niebieski ręcznik na głowę i ubrałam szlafrok w serduszka. Do ust włożyłam szczoteczkę z pastą i poszłam do salonu. Włączyłam telewizor i zmieniałam przez jakiś czas kanały. Zostawiłam na moim ulubionym serialu. Taka hiszpańska telenowela dla babć.
''Ding!Dong!''
Kogo tu cholera niesie? Może to Harry? Otworzyłam drzwi. Zobaczyłam kogoś, kogo widzieć nie chciałabym już nigdy.
- Grey? - Zapytałam czekając na wyjaśnienia. Co ta jednostka upośledzona genetycznie chce ode mnie o godzinie 8.00 wieczorem? Chłopak spojrzał na zegarek i uśmiechnął się.
- Umawialiśmy się wcześniej, co nie? - Upewnił się idiotycznie.
- To ty ustaliłeś, że tu przyjdziesz. - Syknęłam. Wyciągnęłam szczoteczkę z ust i wpuściłam go niechętnie. Grymas z mojej twarzy nie schodził i nie zejdzie dopóki on nie wyjdzie z mojego domu.
- Ładnie wyglądasz. - Odparł.Od kiedy on taki miły? Albo ma dobry humor albo podmienił sobie mózg.W każdym razie nie zamierzałam odpowiadać.
- Siadaj, zaraz wrócę. - Rozkazałam i pobiegłam do swojego pokoju.Przebrałam się w ubrania po domu, zabrałam potrzebne książki, materiały i wróciłam.Brunet siedział sobie wyluzowany na kanapie z nogami na stole.Zepchnęłam je i skarciłam go wzrokiem.
- Chcesz coś pić, jeść? - Zapytałam.Mimo tego, że jest dupkiem postanowiłam być uprzejma.
- Wodę poproszę. - Nie spuszczał wzroku z mojego ciała.Fuj...dobrze, że nie wiem co sobie teraz myśli.Idiota.
Przyniosłam mu wodę i usiadłam w bezpiecznej odległości.
- Przeczytaj rozdział 6, potem przeczytaj go ponownie bo za pierwszym razem nie zrozumiesz, wyłoń z tekstu najważniejsze informacje i napisz je na kartce. - Powiedziałam oschle i sama zabrałam się do roboty.

***

Praca z Dylanem nie okazała się być aż taka zła.Chłopak jest upierdliwy, wkurzający, denerwujący, i wszystko inne negatywne co kończy się na -ący. Jednak jest mądry.Wielkie przeciwieństwo tego co dzieje się w szkole.Tam chce się popisać przed kolegami, a tu normalnie pracuje.Nie mogę sama w to uwierzyć.Mimo spokoju jaki panował w pracy i tak odliczałam minuty aż wyjdzie.
Dźwięk przychodzącej wiadomości zniszczył kompletną ciszę.Odblokowałam telefon i przeczytałam sms'a od Hazzy.
 Harry: '' Nie mogę zasnąć, pomożesz mi? xoxo '' 
Uśmiechnęłam się i odpisałam.
Me: Chciałabym ^,^ Ale teraz robię ten głupi projekt -,-
Wysłałam na co po kilkunastu sekundach dostałam odpowiedź.
Harry: Sama? To może ja przyjadę i ci pomogę ;* 
Wiedziałam, że teraz się uśmiecha.Ciekawe czy on wie, że ja też suszę zęby.
Me: Niestety z Dylanem :( Ale nie jest aż tak źle...
Przez jakiś czas nie dostałam odpowiedzi.Może zasnął? Wróciłam do swojej roboty.Spojrzałam krótko w bok.Grey siedział o wiele bliżej niż wcześniej.Musiałam tego nie zauważyć gdy psiałam z Harrym.Zrobiłam lekkiego zeza.
- Skończyłem. - Brunet odstawił gotową kartkę i jeszcze bardziej zmniejszył między nami odległość.
- Zimno ci? - Zapytałam na co parsknął śmiechem.Co on taki wesolutki? Wiewióry w gaciach ma?
- Charlie, Charlie, Charlie... - Kręcił głową i uśmiechał się sztucznie.Co on znowu kombinuje? Nie podobało mi się jego zachowanie.
- Co, co, co...? - Westchnęłam.Ciekawe czy jego głupota boli? No i czy można się do tego przyzwyczaić? To pewnie trudne.



- Pamiętasz wrzesień? - Zmarszczyłam czoło.Co on ma na myśli mówiąc wrzesień? - Ten dzień kiedy Styles dostał po mordzie? - Wszystko sobie przypomniałam.To było okropne! Harry trafił do szpitala przeze mnie.Obronił mnie przed tym złym człowiekiem, który siedzi obok mnie.To było takie słodkie, ale i przerażające.
- Nie tylko Harry dostał. - Warknęłam.Przecież ja też dostałam! I to nie lekko.Cwaniaczek objął mnie ramieniem w talii na co drgnęłam.Przybliżył swoje wargi do mojego ucha.Chciałam jakoś zareagować, ruszyć się, ale siedziałam nieruchoma jak słup soli.Każde jego słowo było udręką i paraliżowało mnie.Bałam się.
- Obiecałem ci coś wtedy prawda? - Wcale nie.Nic mi nie obiecywał.Jego ciepły oddech był taki obcy, a zapach mocnych perfum drażnił moje nozdrza.Nie czułam się dobrze, a już na pewno bezpiecznie.
- Możesz już iść. - Wybełkotałam odsuwając głowę.Nie puścił.Zacisnął mocniej dłonie na moich nadgarstkach.Bolało. - Puść. - Powiedziałam błagalnym głosem.Jak na złość przyssał swoje mokre usta do mojej szyi. - Puszczaj natychmiast! - Krzyknęłam zaniepokojona.Roześmiał się i popchnął mnie na kanapę.Usiadł na mnie okrakiem, założył moje ręce za plecy i wrócił do całowania.Jedna ręką przysłonił moje usta, a drugą jeździł pod koszulką.Z pod moich zamkniętych powiek wylał się potok słonych łez.Czułam się jak tania dziwka.Ten nieczuły dotyk, ohydne wargi i świńskie słowa
tego kryminalisty.Wierciłam się, kopałam, ale chłopak był silniejszy. - Pomocy! - Wydarłam się w chwili jego nieuwagi.Dostałam z otwartej ręki tak, że ślina opuściła moje usta.
- Zanim on to zrobi to ja się z tobą zabawię. - Szeptał do mojego ucha.Drżałam ze strachu.Jaki on?Stopień mojego lęku nie mieścił się w skali 1 do 10. - Skąd w tobie tyle nienawiści do mnie, co? - Zapytał uśmiechnięty.
- We mnie?! - wykrzyczałam.Miałam ochotę splunąć mu prosto w twarz albo wytrzeć buty o jego mordę. - To ty próbujesz mnie zgwałcić! - próbowałam wyrwać dłonie z jego uścisku, ale nie potrafiłam...gdybym tylko była Cassie...dałabym radę...
- To nie będzie gwałt kochanie. -  powiedział z szyderczym uśmiechem po czym zaciągnął się zapachem moich włosów. - To będzie twoja najlepsza noc w życiu... - rozpłakałam się jak dziecko.Słysząc te słowa byłam załamana.Po kilku długich chwilach dałam sobie spokój.Nie dam rady.Oparłam głowę na bok i zamknęłam łzawiące oczy.To koniec.Moja psychika jest cieniutka i Dylan własnie ją przebija.Niszczy mnie.
- Już się poddałaś? - zapytał zdziwiony. - Czyli mam nad tobą pełną kontrolę? - chciałam umrzeć.To było jedyne czego pragnęłam w tamtej chwili.Jęknęłam gdy ten tyran podwijał moją koszulkę do góry odsłaniając moje zdrętwiałe ciało.
- Proszę zostaw mnie... - błagałam, a mój głos coraz bardziej łamał się.Zaczęłam dusić się swoimi łzami, nie potrafiłam nabrać tchu.Znalazła się nadzieja! Na dodatek ciężkie ciało tego potwora napierało mocno na moją klatkę piersiową.Czułam jak wszystkie żebra uginają się i trzeszczą.
- Co-o...ja ci,i takiego zr-obiłaam... - z wielkim trudem wydusiłam te kilka słów.Dotykał i całował mnie po całym ciele.Czułam się taka brudna, wstydziłam się swojego ciała.Całkiem odechciało mi się żyć.
- Jesteś gorąca, wkurzająca i taka bezbronna. - pocałował mnie namiętnie.- Przyłóż się! - spoliczkował mnie.
- Nienawidzę cię! - wydarłam się na cały głos, a w całym domu powstało echo.

***

Harry*

Po tym jak Lottie napisała mi, że jest u niej Dylan moja krew zaczęła się gotować.Napisałem jej potem, że wpadniemy do niej.Zaniepokoiło mnie to, że nie odpisała.Nie pozwolę temu człowiekowi...sam nie wiem czy on w ogóle jest człowiekiem! On nie ma litości do nikogo i do niczego.Wszystko co go wkurzy niszczy na miazgę.Nie czułem się bezpieczny wiedząc, że on tam jest z nią.Ona z nim...bałem się.Zszedłem do kuchni po sok.Nalałem napoju do szklanki i usiadłem na krześle.Poczułem pod tyłkiem coś miękkiego, jakiś materiał.Zabrałem to i zobaczyłem, że to bluza Charlie.Musiała jej zapomnieć.Chciałem napisać kolejnego sms'a gdy nagle do kuchni wpadł Lou, a za nim Zayn.Malik śpiewał o ile można było to nazwać śpiewaniem, za nim przypałętał się Nialler próbujący przekrzyczeć Mulata.Na koniec przyszedł Liam.On jedyny próbował ogarnąć całą sytuację.

If my body was on fire,
oh you'd watch me burn down in flames.
You said you loved me you're a liar
cause you never, ever, ever did baby!

Jeżeli moje ciało stanęłoby w ogniu
oh, przyglądałabyś się, jak spaliłbym się w płomieniach
Powiedziałaś, że mnie kochasz, jesteś kłamcą,
bo ty nigdy, nigdy, przenigdy mnie nie kochałaś,

- Zayn... - zaczął smutny Lou.Jego wzrok przepełniony był bólem. - To nie pomaga. - zajrzał obojętnie do lodówki. - Widzisz...nawet marchewki nie są odpowiednim lekarstwem na złamane serce. - wskazał na warzywa.Faktycznie piosenka Bruno Marsa - Grenade nie jest zbyt pocieszająca.
- Co się tak drzecie? - do kuchni przyczłapała się Cassie.Poczochrała się po włosach i ziewnęła.
- Jak to drzecie? - zapytał z wyrzutem Zayn. - Staram się pozbierać złamane na milion kawałeczków serce Tommo...spójrz tylko na niego. - wskazał niebieskookiego. - Nie myje się, nie goli, nie je...
- Zayn.... - stęknął Lou.
- Zobacz jak ten człowiek wygląda! Wory pod oczami, krzywy ryj i ta obojętność do wszystkiego! - mówił Malik.
- Zayn... - Louis próbował zakończyć przemowę przyjaciela.
- Możliwe, że jego serce już nigdy nie zacznie normalnie funkcjonować, poskleja je tanią taśmą z Tesco, ale już nigdy nie zacznie kochać! Już nigdy nie wypnie piersi w przód stojąc przed ukochaną.Nigdy nie powie swojej wybrance jak bardzo ją kocha, nigdy nie stanie przed ołtarzem wraz ze swoją królową...i nigdy nie zamoczy...heh - to ostanie powiedział lekko rozbawiony.Nawet Louis się uśmiechnął. - Zrozum! Trzeba go wyleczyć! Jak wy sobie wyobrażacie przyszłość Louisa Tomlinsona bez kobiety! Biedaczyna rozpije się, będzie wpierdzielał chrupki na kanapie i oglądał tą idiotyczną hiszpańską telenowelę dla babć! - wszyscy staliśmy oszołomieni wypowiedzią Zayna na temat smutnego Louisa. Przez sekundy w kuchni panowała grobowa cisza. Zniszczył ją Horan głośno klaszcząc. Blondyn podszedł do Malika i lekko szturchnął go ręką w ramię.
- Jesteś specjalistą od dołowania zdołowanych ludzi stary. - Zayn posłał mu krzywe spojrzenie. - Ale podziwiam cię za to, że... em...ee... - Niall próbował znaleźć w nas ratunek. - Em...za to, że ładnie dziś ułożyłeś włosy. - blondyn uśmiechnął się i uniósł lekko ramiona. Wszyscy pacnęliśmy się w czoło.
 Spojrzałem na ekran telefonu. Skasowałem wiadomość i podszedłem do Cassie.
- Jedziemy do Charlie? Nie wytrzymam tu z nimi. - dziewczyna zgodziła się bez dłuższego namawiania. Szybko się przebraliśmy i odjechaliśmy zostawiając tych pajaców samych.

***

- Gdzie byłaś? - zagadnąłem. Wzruszyła ramionami.
- Spotkałam Zac'a. - zapatrzyła się w zaspy śniegu za oknem, ucinając rozmowę.
Byliśmy pod domem Charlie po 20-stu minutach. Wyglądał spokojnie, w dwóch oknach paliło się światło, ale i tak miałem złe przeczucia. Cassie bez pośpiechu pozbierała się i wyszła z samochodu. Kiedy szliśmy w stronę drzwi rzuciłem:
- Jest u niej Dylan.
- Co?! - zdrętwiała i przyśpieszyła kroku. Zapukała gwałtownie do drzwi. Nikt nie otwierał. Staliśmy chwilę w ciszy, po czym znów zapukaliśmy i zadzwoniliśmy kilka razy na dzwonek. Cass dewastowała drzwi pięścią, a dzwonek chyba już wysiadł.
- Charlie! - krzyknęła, była roztrzęsiona. - Charlie, otwórz!
Z wnętrza domu rozległ się przytłumiony krzyk i wtedy Cassie i ja nie wytrzymaliśmy. Razem z całej siły naparliśmy na drzwi i otworzyły się z hukiem.
- Charlie! To ja! Charlie! - Sandra wbiegła do domu i rzuciła się w stronę salonu, a ja za nią. Jeżeli ten chuj chociaż ją dotknął, tak dostanie po mordzie, że raz na zawsze da sobie spokój. Nagle przypomniałem sobie, że kiedy ostatnio dawałem pokaz swojej siły w celu obrony Lottie średnio mi wyszło. Zacisnąłem pięści z całej siły. Krzyk Cass ściągnął mnie na ziemię. W furii złapałem Grey'a za ubranie i rzuciłem nim o stół. Uderzył się w głowę. Wstał zaraz i rzucił się na mnie. Nie zdążyłem zareagować, a już leżałem na ziemi, a on uśmiechał się pokpiewająco. Nagle stracił równowagę. Cass przyłożyła mu z pięści w twarz. Usiadła mu na klatce piersiowej i zaczęła go okładać. Złapał ją za nadgarstki i wykręcił. Chwilę się szarpali, po czym popchnął ją, a ona przewracając się pociągnęła go za sobą. Nie miałem ochoty patrzeć na to, ani czasu, by przejąć się moją kuzynką. Rzuciłem się do Charlie i przytuliłem. Przywarła do mnie i płakała głośno. Starałem się opanować i uspokoić ją. Nic dla mnie nie miało znaczenia, tylko ona. Nagły krzyk bólu Cass zwrócił moją uwagę. Byłem zmuszony zostawić Lottie. Pogłaskałem ją po policzku i wstałem. Z wargi Sandry leciała krew, koszulę miała rozdartą, włosy w nieładzie. Była przyciśnięta do ściany przez Dylana, który przybrał inną taktykę i teraz próbował pozbawić ją cnoty. Walnąłem go wazonem w głowę i osunął się na ziemię. Cassie miała puste spojrzenie. Zerknęła na Charlie, po czym na mnie, a potem na swoje ciało, w połowie nagie. Po jej policzku spłynął potok łez i nie zwracając na nic uwagi wybiegła z domu.
- Zajmij się nią, Hazz. - usłyszałem tylko. Wyrzuciłem kuzynkę z myśli i usiadłem obok roztrzęsionej Charlie. Przygarnąłem ją i pozwoliłem płakać w koszulę. Głaskałem ją po włosach, gładziłem ramiona i nuciłem cicho jakąś melodię. Po pół godzinie podniosła wzrok i spojrzała na mnie. Jej oczy były podpuchnięte i zaczerwienione, makijaż rozmazany, a policzki mokre. Trzęsła się wciąż. Dotknęła mojego policzka.
- Harry. - szepnęła. - To ty. - zamknęła oczy, a z jej oczu znów wypłynęły łzy. - Dziękuję.
Przytuliła mnie i oparła głowę na piersi. Nagle zesztywniała i obróciła głowę w stronę nieruchomego ciała Grey'a.
- On.. on tu jest. - po jej ciele przebiegł dreszcz. - Harry...
- Zadzwonię na policję. - przerwałem jej i wyciągnąłem telefon z kieszeni. Pokiwała tylko głową, ale wciąż gapiła się na Dylana.

*Cass*

Wybiegłam z domu Charlie, zostawiając ją pod opieką Harry'ego. Ominęłam samochód i wpadłam na chodnik. Było ciemno, pusto i okropnie. Nie miałam kurtki, czapki ani nic. Na nogach miałam zwykłe trampki, bo nie chciało mi się ubierać kozaków wcześniej. Śnieg wpadał mi do butów, zaplątywał się we włosy i spływał po policzkach, w zetknięciu z ciepłem skóry, zamieniając się w łzy. Znowu to samo. Znowu. Znowu. Znowu. Zimno przenikało mnie do szpiku kości, mroźny wiatr pomiatał kawałkiem mojej koszuli, drażnił ranę na wardze. Potknęłam się i upadłam w śnieg. Podniosłam się na kolana. Po policzkach popłynęły łzy, a ja czułam się brudna. Błądziłam zmarznięta po ulicach Londynu, wreszcie zapuściłam się w ciemny park. Miałam ataki drgawek, nie czułam niemal całego ciała. Spojrzałam w niebo i głośno oskarżyłam księżyc i gwiazdy o wszystkie krzywdy, których doświadczyłam.

Objęłam się swoimi rękami i pozwalałam, by śnieg miękko opadał na moją zimną twarz. Usłyszałam głos syreny policyjnej. Rozejrzałam się i ruszyłam powoli w stronę domu. Było późno, możliwe, że chłopacy już śpią.





*Charlie*

Zazwyczaj gdy jesteśmy smutni, zranieni, dotknięci przykrym, złym zdarzeniem to zamykamy się w sobie. Nie chciałam tego. Pragnęłam wykrzyczeć jak bardzo mi źle, powiedzieć komuś że go kocham i usłyszeć Ja Ciebie mocniej kochanie. Miałam ochotę coś rozwalić, uderzyć kogoś, zranić tak jak ja zostałam zraniona. Pragnęłam zemsty.
 W tamtych chwilach nie potrafiłam spojrzeć na nic z dystansem, a mój płacz i ból podsycał smutek. Nakręcałam się tym jak zegarek. Nie umiałam zapomnieć o tym dotyku, słowach, wyrazu jego twarzy. Wyglądał jak szatan. Cieszył się moimi łzami, cierpieniem. To było okropne.
Wpatrywałam się w jeden punkt. Był to kominek, w którym tańczył ogień. Czułam, jak ciepło ogniska otula moje ciało, co było przyjemne. Chciałam zapomnieć o tym wieczorze i wrócić do wcześniejszego życia. Tylko to nie jest takie łatwe.
Policja przeprowadziła krótkie rozmowy ze mną i Harrym. Pytali o wszystko. Nie odpowiedziałam na niektóre pytania. Gdy pytali, co Grey mi zrobił to wtulałam się w tors Hazzy i płakałam. Na szczęście jest tu ze mną. Gdyby nie Loczek i Cass to ten potwór mógłby całkiem zniszczyć moje życie. Jestem im dłużna i wdzięczna za wszystko.
Poczułam dłoń na ramieniu, na co drgnęłam. Nie bałam się, po prostu znałam ten dotyk na pamięć. Starałam się unieść kącik ust co średnio mi wychodziło. Ciężko jest szczerze się uśmiechnąć po czymś takim. Uniosłam wzrok na twarz Harry'ego. On jest taki... onieśmielający.


Położył swoją ciepłą i dużą dłoń na moim kolanie. Lekko przygryzłam wargę, co Harry chyba zauważył bo uśmiech pojawił się na jego twarzy. Poczułam, jak się rumienię. Wtopa. Moja dłoń znalazła się na jego dłoni. Nabrałam trochę pewności siebie i splotłam nasze palce w jedną całość. Poczułam jego zdziwienie, ale jakby też... zachwyt? Coś w tym rodzaju. Chciałam od niego więcej... chciałam poznać to uczucie. Chciałam posmakować jego malinowych ust, które były tak kuszące. Wszystko byłoby takie piękne. To były oczywiście tylko przypuszczenia.



*Cass

Gdy dotarłam do domu, czułam, że moje ciało więcej nie wytrzyma. Mój rozum wołał o pomoc medyczną, serce krzyczało, żeby się zamknął. Oparłam czoło o drzwi, dłońmi próbując odnaleźć klamkę. Nacisnęłam, a moje przez moje ciało przeszedł dreszcz, gdy okazało się, że są zamknięte. Przeszukałam kieszenie i z westchnieniem ulgi wyciągnęłam mały srebrny kluczyk. Chwilę zajęło mi trafienie do dziurki, po policzkach spłynęły kolejne łzy, kiedy mózg wyemitował informację o niechybnej śmierci pod drzwiami domu. Otworzyłam wreszcie klamkę, zachwiałam się i przewróciłam w głąb mieszkania. Leżałam chwilę, rozkoszując się lekkim ciepłem, rozpraszanym jedynie przez powietrze, które wtargnęło przez otwarte drzwi. Z bólem wstałam i zamknęłam drzwi. Dotarłam do salonu i nie zwracając uwagi na nic zwaliłam się nieprzytomna na dywan.


Niall*

Kiedy zgłodniałem poszedłem do kuchni. Zjadłem coś, wypiłem sok, po czym poszedłem do salonu. Niestety, nie zawędrowałem zbyt daleko. Przewróciłem się na czymś miękkim. Okazało się, że to nasza Cass. To tak w skrócie co zdarzyło się wcześniej.
Teraz próbowałem ocucić nieprzytomną dziewczynę.
- Cass... - jęczałem wystraszony bo przyjaciółka nie dawała żadnych znaków życia. Oprócz oddychania.
- Cassie obudź się! - potrząsałem nią, ale nie mocno. Byłem zmartwiony i wystraszony. Machałem książką przed jej twarzą, chlapałem trochę wodą ze szklanki, ale jej powieki nie podnosiły się. Głośno oddychałem, a mózg jakby wyparował.
- Zayn! - zawołałem szybko i głośno. Gdy jeszcze nie usłyszałem kroków wydarłem się po raz drugi. - Zayn do cholery! - pewnie już spał.
Kiedy już wparował do salonu patrzył wzrokiem byka.
- Co kuźwa?! Już spałem! - uniósł ręce.
- Cassie. Ona nie otwiera oczu. - powiedziałem, na co zdziwił się. Obrzucił dziewczynę przelotnym spojrzeniem. Pomógł mi przenieść Sandrę na kanapę.
- Może dlatego, że śpi? - Malik idioto, nie każdy kto ma zamknięte oczy śpi. Pokiwałem głową. - Może znowu się upiła? To w jej stylu. - mruczał niewyraźnie z przymkniętymi lekko powiekami. Przewróciłem oczami i szturchnąłem go.
Nie poczułem alkoholu z jej ust. Obawy rosły.  Dotknąłem jej policzka. Było lodowate, jej skóra była blada, niemal niebieska, warga rozcięta. Biła się?
- Zadzwoń po pogotowie! - krzyknąłem. Zayn pobiegł na górę. Wrócił po chwili, ale nie on sam. Louis i Liam również przybiegli. Gdy Tommo zobaczył nieruchomą Cass, wystraszył się. Zauważyłem w jego oczach niepokój.
- Niall, co jest? - zapytał klęcząc przy kanapie, na której leżała nasza przyjaciółka. Wzruszyłem ramionami.
- Z-znalazłem ją w holu, leżała tam...i... - mój głos łamał się, byłem zdenerwowany. Louis pogładził ją po policzku i spojrzał na Malika.
- Zadzwoń na... - znów spojrzał na twarz dziewczyny. Powędrowałem za jego wzrokiem. Ujrzałem jak powieki Sandry leciutko, ledwo widocznie drgają, a później powoli unoszą.
- Cassie! - ucieszyłem się, a kamień spadł mi z serca. Przytuliłem ją mocno. Kiedy spojrzałem w jej oczy widziałem pustkę. Patrzyła, ale nie widziała. Była jakby... zamrożona?


Harry*

Leżałem na kanapie. Charlie przytulona do mnie z głową na mojej klatce piersiowej. W salonie paliła się tylko jedna lampka, a ogień w kominku dawno zgasł. Moje myśli krążyły wokół zranionej brunetki. Przed oczami wciąż tkwił obraz jak płacze. Co stałoby się gdybyśmy przyjechali później, albo w ogóle nie przyjechali? Straciłbym ją. Odrzucałaby mnie, bałaby się każdego mojego dotyku. Spojrzałem na jej twarz, którą gładziłem dłonią. Spokojnie spała.
- Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczysz Lottie... - powiedziałem i ucałowałem jej dłoń.
Nie chciałem spać na tej kanapie. Zbyt wiele tu się zdarzyło. Zabrałem dziewczynę do jej pokoju. Pewnie będzie jej niewygodnie w ubraniach. Gdy przypominam sobie pół nagie ciało Charlott twardnieję. Rozpiąłem dwa pierwsze guziczki jej bluzki. Tylko, że... teraz nie mogę. Po tym, co ją spotkało kilka godzin temu, mam ją teraz rozbierać? Harry, miej swój rozum. Opanuj swoją chcicę. Jedyne, co mogłem zrobić to ściągnąć jej bluzę i swoje spodnie. Wtuliłem się w jej małe, delikatne ciało, pocałowałem w nos i zamknąłem oczy.

***

Pomacałem miejsce obok gdzie spała Lottie. Poczułem tylko materiał. Zerwałem się na nogi. Gdzie ona jest? Opuściłem pokój i powędrowałem w samych bokserkach i czarnym podkoszulku. Szukałem jej po pokojach, ale po Charlie ani śladu. Gdzie ją wcięło?
- Charlie! - krzyczałem. Wparowałem do kuchni. Stała i smażyła coś na patelni. Najbardziej zdziwiło mnie to, że stała tam w samej koronkowej bieliźnie. Poczułem, że moja twarz robi się purpurowa, a zęby przygryzały wargę. Po sekundzie odwróciła się i wystraszyła na mój widok. Mrugałem kilka razy oczami by sprawdzić czy to nie tylko sen. Szczypałem się, ale nic się nie działo. Ciemnowłosa piękność podeszła do mnie uwodzicielskim krokiem. Nie mogłem nie patrzeć na jej krągłości. Złapała jednym palcem za mój podbródek i skierowała na swoją twarz.
- Jesteś uroczy gdy tak na mnie patrzysz. - drżałem z każdym jej wypowiedzianym słowem. - Ale tu mam twarz. - wodziła palcem po moim torsie. Nie poznawałem jej. Nie była sobą. - Pocałuj mnie. - poprosiła z nutką żądzy. Spełniłem jej rozkaz. Pocałunek ze spokojnego przerodził się w agresywny, pełen pożądania. Nasze ciała stykały się, chciałem mieć ją przy sobie jak najbliżej. Nie bałem się jej dotykać, a jej to nie przeszkadzało. Podniosłem ją i pozwoliłem opleść się jej nogami. Posadziłem ją na blacie kuchennym i bezustannie kosztowałem jej ust. Nie mogłem uwierzyć, że w końcu to się dzieje. Mogę ją dotykać, całować i szeptać świńskie słowa do ucha. Jednak wszystko wydawało się piękne do czasu, gdy usłyszałem trzask i wszystko znikło.

Szeroko otworzyłem oczy. Co to było?! Moje mięśnie napinały się i to dosłownie wszystkie, bez wyjątku. Koszulka była spocona. Spojrzałem w bok. Charlie nadal spała słodko. Przeczesałem włosy palcem wypuszczając przy tym powietrze. O czym ja śnię?! Nie mówię, że mi się nie podobało, ale... nie ważne. Nabrałem kilka wdechów i wróciłem do snu. Przytuliłem się do dziewczyny i zatopiłem swoją twarz w jej pachnących włosach.


*Liam

- Cassie? Cass? Sandra? Sandruś. - mamrotałem jej do ucha, przytulając lekko. Nie odzywała się. Od dwóch godzin nie powiedziała ani słowa. Domyśleliśmy się, że szła przez to zimno w samej podartej koszuli i spodniach. Musiała nieźle wymarznąć. Powoli przyzwyczajaliśmy ją do ciepła, otulając ciepłym ręcznikiem z kaloryfera i podając ciepłą, ale nie gorącą herbatę. Przyjmowała wszystko spokojnie, ale nie reagowała na nasze zaczepki, jakby część jej gdzieś odeszła.
- Cassie. - mruknął Louis, kucając przed nią. Zwróciła na niego martwy wzrok. - Może... może powiesz, co się stało? - zamrugał i spojrzał na nią prosząco. Nie reagowała. Z jej policzka popłynęła pojedyncza łza, znów wpatrzyła się w czarny ekran telewizji. Niall krążył po salonie i mamrotał coś pod nosem. Nagle zatrzymał się.
- Nie. Ja już nie mogę, kiedy ty jesteś w takim stanie, Cass. Muszę im powiedzieć. Przecież widzisz, jak się martwią. - Westchnąłem, bo wiedziałem, że nie zareaguje. Ale dziewczyna zerwała się spod koca i spojrzała na niego ze złością.
- Ufam ci, Niall. - odwróciła się i poszła do swojego pokoju, starając się powstrzymać łzy.
Rzuciliśmy się do blondyna z masą pytań, ale zbywał nas, wciąż powtarzając, że Cassie mu zaufała. Mój telefon zawibrował, a ja rzuciłem się, by odebrać.
- Cześć, Liam. Pamiętasz mnie jeszcze? - moje serce mocniej zabiło. Jak mógłbym nie pamiętać? - Jestem w Londynie na kilka tygodni i tak sobie pomyślałam, że może byśmy się spotkali?
- Ja... oczywiście. Bardzo chętnie.
- Świetnie. Dasz radę dziś? - zawachałem się. Spojrzałem na drzwi pokoju Cass. Nie.. nie mogę teraz się z nią spotkać. Nie przestawałbym myśleć o Sandrze.
- Przykro mi. Naprawdę dziś się nie wyrobię. Za to jutro jestem cały twój. - Miałem nadzieję, że nie odbierze tego źle.
- Okay. To do jutra. - niemal słyszałem, jak się uśmiecha. Chłopaki patrzyli na mnie z zaciekawieniem, z wyjątkiem Louisa, siedzącego pod drzwiami Cass i próbującego ją uprosić, by z nim porozmawiała.
- Chyba właśnie umówiłem się na randkę. - mruknąłem. Niall i Zayn uśmiechnęli się, na ile mogli w obliczu obecnych wydarzeń i poklepali mnie po plecach. Usiadłem na kanapie i próbowałem siłą woli wyciągnąć Cassandrę z pokoju.

Po dwudziestu minutach kazałem chłopakom iść do pokojów. Ja zostałem. Siedziałem  pod jej drzwiami zrezygnowany. Starałem się na wszystkie sposoby wyciągnąć przyjaciółkę z pokoju. Lekko uderzałem tyłem głowy w dębowe drzwi.
- Cassie... Cass... Sandruś.... - mruczałem. - Otwórz proszę drzwi... chcę tylko porozmawiać. - mówiłem coraz bardziej śpiący. Czułem, jak mój kręgosłup pada. Wstałem, prostując kości, co wydało dziwny dźwięk. Muszę się dowiedzieć co się stało. I gdzie, do cholery, jest Harry? Razem chyba pojechali do Charlie. Znowu się pokłócili? A było tak dobrze.
- Cassandro... nie chcesz to nie mów. - zacząłem. - Tylko by ci ulżyło, ale... nie to nie... - odszedłem do swojego pokoju, w milczeniu tylko kopiąc w poduszki.


No i jest rozdział 21! Trochę sprawy się skomplikowały. Dziewczyny zostały zranione, chłopcy nie wiedzą o co chodzi (oprócz Hazzy i częściowo Nialla) Jak myślicie, co będzie dalej? Swoje przypuszczenia możecie umieszczać w komentarzach. (Przepraszamy za jakiekolwiek błędy ortograficzne) :*
Czekajcie na ROZDZIAŁ 22! Love


niedziela, 29 marca 2015

20



- A więc widzimy się w poniedziałek! Nie zapomnijcie się przygotować na klasówkę! - powiedział wąsaty profesor geografii.Poprawił duże okulary na nosie, zabrał teczkę i wyszedł.Spakowałam notatnik do torby i wyszłam z klasy.Poczekałam na resztę przed klasą. Gdy zobaczyłam Cassie podeszłam do niej.
- Muszę już iść. - powiedziałam szybko, a ona zmarszczyła brwi ze zdziwienia.
- Przecież mamy jeszcze W-F. - zauważyła. - Twój ukochany przedmiot. - dodała.Stanęli za nią chłopcy, a ja wypuściłam mocno powietrze.
- Nie ważne. - spuściłam głowę do dołu dając sobie i jej spokój. - Idziemy do szatni? - zapytałam i poprawiłam torbę na ramieniu.Cassie widziała moje zmieszanie i kiwnęła tylko głową.

Niechętnie się przebierałam przy wszystkich.Blizny są mało widoczne, ale niektóre laski są strasznie ciekawskie i potrafią się nawet czepiać głupiego znamienia na twarzy.Ubrałam czarne legginsy, włożyłam czarne sportowe buty nike i poszłam do damskiej toalety.Ściągnęłam bluzkę i spojrzałam na ręce. - Jest. - ucieszyłam się na widok prawie nie widocznych jasnoróżowych blizn. Ubrałam szarą, luźną koszulkę ze znaczkiem superman, włosy spięłam w kitkę i wyszłam.Poszłam na salę gdzie cała klasa, dziewczyny i chłopcy się rozgrzewali.Zauważyła mnie pani nauczycielka.Założyła ręce na krzyż i podeszła do mnie.
- Charlott...miło cię znowu widzieć na moich zajęciach. - powiedziała twardo.No faktycznie, przez jakiś czas nie chodziłam na W-F.
- Mi również miło widzieć panią jak zawsze pełną entuzjazmu. - uśmiechnęłam się i odeszłam do grupy.Rozciągnęłam dawno nie męczone mięśnie.Pani gwizdnęła głośno na co wszyscy podeszli do niej.
- Dziś pogramy sobie w piłkę ręczną. - oznajmiła.Niektórzy jęczeli, a inni zaś nic nie mówili.Ja nie miałam akurat żadnych problemów bo piłka ręczna to jedna z wielu rzeczy, które kocham.
- Znaczy... - zaczęła lekko zniesmaczona Ally. - Chłopcy i laski? - zapytała, a nauczycielka kiwnęła głową i głośno zagwizdała na czerwonym gwizdku.
Zrobiliśmy cztery składy.Ja i Cass byłyśmy w jednym składzie z Rayanem, Niellem i na bramce Joe.Graliśmy jako drudzy z wygraną drużyną.Pani Warrner kiwnęła ręką byśmy weszli na salę.
Gra się zaczęła.Zdobywaliśmy punkty dosyć szybko (nie chwaląc się) dzięki moim zdolnościom.
Żartuję oczywiście.Cała drużyna świetnie się spisywała.Wybiegłam do przodu obserwując jak piłka krąży między zawodnikami.Machnęłam ręką do Rayana, ale kątem oka ujrzałam jak Scarlett przystawia się do Harr'ego.Przypatrywałam się jak go zawijała wokół własnego palca.Jeździła paznokciem po jego napiętym bicepsie i przygryzała wargę umazaną od czerwonej szminki.Tylko sobie jej nie odgryź ździro.Szczerze to byłam cholernie zazdrosna.
- Charlie! - gwałtownie odwróciłam głowę w bok, widząc tylko jak twarda piłka, mocno rzucona, uderza jak burza w moje skronie.Miałam mroczki przed oczami i upadłam.


***

- Hey! Słyszysz mnie? Otwórz oczy! - powoli starałam się otworzyć oczy.Lekko uniosłam powieki na kilka milimetrów.Obraz był rozmyty.Widziałam tylko jak coś nie wyraźnie latała nad moją twarzą i czułam jak ktoś maca mnie po policzkach. - Charlotte...otwórz oczy. - słyszałam głos Warrner.Podniosłam obie powieki wyżej.
- Otworzyła oczy! - powiedział ktoś w tłumie.
- Charlotte słyszysz mnie? Wszystko w porządku? - pytał kobiecy głos. A niby dlaczego miałoby nie być? Czuję się jakby ktoś puścił mi kotwicę na głowę.Zamrugałam kilka razy powiekami.Nade mną stała nauczycielka, klasa i pielęgniarka.Pomachała ręką przed moja twarzą, a ja tępo się w nią wpatrywałam. - Bardzo cię boli głowa? - spytała pani w fartuchu.Skinęłam głową milcząc.Czyjeś umięśnione ręce złapały mnie z tyłu i pomogły wstać.Lekko się chwiałam nadal nie ogarniając sytuacji.
- Ona pójdzie ze mną do gabinetu. - oznajmiła pielęgniarka.Spojrzałam na osobę trzymającą mnie w talii.To był Loczek.Był trochę wystraszony i lekko zaniepokojony.
- Ale nas nastraszyłaś, a mnie to w szczególności. - powiedział i odgarnął mój pojedynczy kosmyk za ucho. - Wszystko okey? - zapytał po chwili mojego milczenia.
- Harry, pójdziesz z nimi? - zapytała nauczycielka.
- Jasne. - rzucił i poszedł za mną.


W gabinecie siedziałam na łóżku ze skóry.Pani w białym świeciła czymś do moich oczu i kazała śledzić światło.Zrobiła jeszcze kilka jakiś głupich badań.Mówiła, że powinnam pójść do lekarza by sprawdzić czy na pewno wszystko jest dobrze z moją głową, ale myślę że to nie potrzebne.
- To twoja ostatnia lekcja, tak? - upewniła się.
- Mhm. - mruknęłam.
- Lepiej by było jakby ktoś cię odwiózł do domu. - usiadła za biurkiem i uśmiechnęła się lekko.Zapisała coś w notatniku.Wstałam i podeszłam do drzwi.
- Uważaj na siebie dziewczyno. - posłała mi ciepłe spojrzenie z pod okularów.
- Dziękuję, do widzenia.
- Do widzenia.

Przed gabinetem na ławce siedział Harry.Gdy mnie zobaczył od razu podszedł i sprawił, że serce się radowało.Ukazał swoje urocze dołeczki.Nie potrafiłam się nie uśmiechnąć.Co on ze mną robi? Bez wahania wtuliłam się w jego ciepły tors.Objął mnie rękoma i pogłaskał delikatnie po głowie.Traktował mnie tak jakbym była porcelanową laleczką, którą łatwo rozbić.Mogłabym tak trwać w tym uścisku dniami.To co do niego czuję nie jest czymś zwykłym.Za każdym razem gdy jest blisko czuję coś, coś nie do opisania.Coś jakby...przyciąganie magnetyczne.Nie potrafię oprzeć się jego oczom, uśmiechu, głosu który sprawia że drżę no i loczkom.Nie dziwię się, że na Harry'ego leci tyle dziewczyn.Gdyby mnie tu nie było to miałby wianuszek dziewczyn dookoła siebie.

Cass*

Nie martwiłam się o Charlie. Już nie raz dostawała piłką. Po skończonym wf'ie pojechałam do domu, zabierając chłopaków ze sobą, bo jak się okazało Harry zabrał swój samochód i Charlie. Louis znowu zaczął mnie unikać. Zaczyna mnie już denerwować. Jednocześnie jest mi bardzo przykro. Kiedy wróciliśmy wyszłam z domu, żeby się przejść. Wstąpiłam do sklepu i kupiłam butelkę wody i kalorycznego batona. Ruszyłam do parku. Lubię tu przychodzić. Jedyne fajne miejsce, gdzie można spokojnie posiedzieć. Usiadłam na ławce i wpatrywałam się w ludzi. Kiedy zjadłam już całego batona podeszły do mnie dwie dziewczyny około 12 lat. Spojrzałam na nie pytająco.
- Jestem Kate, a to jest Milly. Możemy prosić o autograf? - powiedziała po prostu wyższa dziewczyna. Zdziwiłam się jeszcze bardziej. Autograf? Jak się pisze autograf? Powinnam mieć swój długopis? A może mam im się podpisać szminką? Jak w ogóle ma wyglądać ten autograf? Może napiszę samo imię? A może tylko nazwisko? A może imię i nazwisko?
- Eem. Ale ja nie piszę autografów. - rozłożyłam bezradnie ramiona. Zmarkotniały.
- A może zrobisz sobie z nami zdjęcie? - zaproponowała niższa, wyciągając telefon. Nie jestem w nastroju do zdjęć, ale zgodziłam się. Dziewczyny stanęły obok mnie, a ja się uśmiechnęłam. Podziękowały gorąco i odeszły rozmawiając. Wstałam zaraz z ławki i ruszyłam do domu, by uniknąć więcej takich spotkań. Noga nadal trochę bolała, ale nie utykałam już tak bardzo. Obyło się bez wizyty u lekarza.
 Kiedy wróciłam chłopaków nie było. Duży, pusty dom. Skierowałam się do kuchni i zastanawiałam się, co zrobić na obiad. Zrezygnowana zamówiłam sobie średnią Margharitę, usadowiłam się na kanapie i włączyłam telewizję, gdzie akurat zaczynał się jakiś film. Nie przejmując się lekcjami, przesiedziałam tak cały wieczór. Chłopaki wrócili zmęczeni o 22 i poszli od razu do swoich pokoi, tylko Niall zahaczył po drodze o kuchnię. Nie siedziałam długo, poszłam do łazienki i obiecując sobie, że umyję się rano, rzuciłam się do łóżka.
Śnił mi się koszmar. Nie pamiętam jaki. Wiem tylko, że był to koszmar. Obudził mnie krzyk. Zerwałam się i usiadłam. Chwilę trwało, zanim dotarło do mnie, że to ja krzyczałam. Siedziałam chwilę w ciszy. Nikt nie przyszedł, spytać czy wszystko w porządku. Zwinęłam się w kłębek i spokojnie przespałam resztę nocy.


Harry*

Charlie otworzyła drzwi i wpuściła mnie.Całkiem się nie spodziewałem tego, że od razu wpadnie na mnie pies.Poczochrałem go i chwile się z nim bawiłem.Lottie poszła do kuchni, a ja odprowadziłem ją wzrokiem.Tak bardzo mi się podoba.Wstałem i podążyłem za dziewczyną.Gdy Charlie stała tyłem i szukała czegoś w szafce, ja podszedłem i stanąłem obok opierając się o blat.Patrzyłem na jej idealną, delikatną twarz.Chciałbym ją ująć w dłonie i pocałować.Zbliżyłem się i lekko nachyliłem, ale w ostatniej chwili się powstrzymałem.Charlie niczego nie zauważyła bo odwróciła głowę w bok.To tak cholernie kusi.No, ale w końcu kiedyś pęknę.Tylko czuję, że dłużej nie wytrzymam.
Dziewczyna spojrzała na mnie i uniosła kącik ust.
- Co jemy? - Zapytała cicho.
- A na co masz ochotę? - Nie odpowiedziała tylko zajrzała do lodówki.
- Może... - Zamknąłem jej przed nosem lodówkę. - Zabieram cię na obiad do super knajpy. - Zarządziłem i usiadłem na stole.Charlie była trochę zdziwiona, ale zadowolona.Coś czuję, że ona też nie potrafi mi się oprzeć.To mnie jeszcze bardziej nakręca.Spojrzałem na ogród przez okno.Padało.Idealnie! Może to właśnie dzisiaj zrobię.
- Musiałabym się przebrać. - Oznajmiła i spojrzałem na nią szybko.Nawet w dresie i za dużej koszulce wyglądała świetnie.


*Cass

Ostatnio coraz częściej męczą mnie koszmary. Boję się zasnąć i godzinami leżę w łóżku, obawiając się co tym razem zobaczę. Nigdy nie pamiętam swoich snów. To mnie jeszcze bardziej przeraża. Wiem, że jest to coś strasznego, ale nie potrafię tego opisać. Dziś, kiedy znów obudziłam się z krzykiem, usłyszałam, że ktoś zbiega po schodach i wpada do mojego pokoju. Niall spojrzał na mnie ze smutkiem. Usiadł na łóżku i objął mnie ramieniem.
- Akurat nie spałem i usłyszałem, że krzyczysz. Coś się stało? - zapytał. Pokiwałam głową.
- Miałam koszmar. Codziennie mam. Nawet nie wiem jaki. Po prostu jest straszny. - Zwinęłam się i przybliżyłam do niego. - Boję się sama spać. - wyszeptałam. Niall mocniej mnie przytulił.
- Czy to ma związek z... no wiesz... tym facetem... co mi mówiłaś? - Trafił w sedno. To chyba to. To on nawiedza mnie codziennie.
- Ja... - szepnęłam. - Chyba masz rację. On... widziałam go, pamiętasz? Chyba miesiąc temu. Patrzył się. Stał i się patrzył. A teraz znowu... - Nie mogłam się już bardziej zwinąć w kłębek i bardziej przycisnąć do Nialla.
- Widziałaś go od tamtego czasu? - Potrząsnęłam głową.
- Widzę go tylko w snach. Zostaniesz ze mną? - spojrzałam na niego z nadzieją. Zawahał się, ale kiwnął głową. Usiedliśmy wygodniej i trwaliśmy tak w ciszy przerywanej tylko tykaniem zegara. Nie wiem kiedy zasnęłam.
Błysk niebieskiego światła. Coś się dzieje. Ludzie biegną w inną stronę niż ja, ale wiem, że muszę biegnąć tam, skąd oni uciekają. Znów błysk niebieskiego światła. Potykam się i robię fikołka do przodu. Chwilę leżę, a ludzie przeskakują nade mną. Ktoś staje mi na nogę. Na chwilę zamieram, ale wstaję szybko i znów biegnę. Docieram do wielkiej przepaści. Ludzie nagle znikają, a przepaść się powiększa. Wpadam do środka. Zamykam oczy i poddaję się działaniu grawitacji. Ktoś woła mnie po imieniu. Otwieram oczy i znów go widzę. Nie wiem jak się nazywa, nie wiem kim jest, wiem, że kiedyś mnie skrzywdził. Otwieram usta, ale żaden dźwięk się z nich nie wydobywa. Zbliża się, a ja wiem, że znów to zrobi. Ma na twarzy ten sam uśmiech, jest tak samo ubrany. Dotyka mnie. Gładzi mnie po ręce. Próbuję go odepchnąć, ale nie mogę się ruszyć. Całuje mnie, a ja mogę tylko go nienawidzić. Przechodzi mnie dziwny dreszcz i kiedy ściąga ze mnie bluzkę uderzam do pięścią w twarz. Wciąż spadamy, a on się ze mnie śmieje. Znów się zbliża. Pozbywa się moich spodni, a po policzkach spływają mi gorzkie łzy. Nie przejmuje się mną. Rozkłada mi nogi i wtedy obraz się zmienia. Widzę tylko ciemność. Ktoś krzyczy. Chcę się zerwać i pomóc, ale nic nie widzę i spadam. Czuję ból gdzieś w okolicy tyłka i pleców. Krzyk nagle się urywa. Wraz z chwilą gdy zamykam usta. To ja krzyczałam. Zasłaniam dłońmi twarz i kulę się na podłodze, plecami oparta o ścianę. Pamiętam, pamiętam, pamiętam. Cały sen siedzi w mojej głowie, a ja staram się zapomnieć. Ktoś mnie przytula, gładzi po włosach, uspokaja cichym głosem, śpiewa. A ja nadal płaczę. Łzy płyną, jakby ktoś otworzył zaporę i postanowił już nigdy jej nie zamykać. Płaczę, płaczę, płaczę. Ja. Ja płaczę. Gdyby ciemność mogła być rozmazana przez łzy w oczach, to ta właśnie taka była. Ktoś jeszcze wpada do pokoju, a ja staram się być niewidzialna, ale mój szloch jest głośniejszy od głosu Nialla. Kręcę głową, mówią coś, chyba proponują mi herbatę, albo może coś do jedzenia. Nie wiem. Zrywam się, wybiegam z pokoju i wpadam do siłowni, zamykając drzwi na zamek. Płaczę teraz w absolutnej ciszy. Łzy płyną, jakby nigdy miały nie przestać. A ja ubieram rękawice bokserskie i daję nauczkę workowi treningowemu, bieżni, hantlom, podłodze i ścianom. Nie wiem jak bardzo się zmęczyłam, kiedy nie padam na podłogę, słaba z wyczerpania. Ktoś wali w drzwi, woła mnie po imieniu. Ale ja nie mam siły, by wstać. Nie mam siły by żyć. Wypowiadam jakieś ciche słowo, które mogłoby znaczyć "pomocy" albo "Hej" albo "kocham cię", chociaż nie wiem, czy jestem w stanie jeszcze cokolwiek czuć. Jestem wyczerpana. Nie potrafię równo oddychać. Nie potrafię mrugać. Nie potrafię przestać płakać.



No i jest kolejny rozdział :D przepraszamy że taki krótki ale nadal mam nierozwiązane problemy z komputerem :(( obiecujemy że następny będzie dłuższy i ciekawszy ;)) ~ Hermi

wtorek, 10 marca 2015

19


*Cassie

Siedziałam pod kocem na kanapie, z kubkiem herbaty w rękach. Patrzyłam na Louisa, szukającego drugiego koca.
- Na pewno tu gdzieś był.. czekaj, czekaj, pamiętam. Chyba był... no nie wiem. - Louis spojrzał na mnie zrezygnowany. Uśmiechnęłam się do niego.
- Spokojnie, Chodź, usiądź ze mną. - Louis podszedł i wcisnął się do mnie pod koc. Nie o to mi chodziło, ale nie mam nic przeciwko.
- I co? - Lou spojrzał na mnie.
- I nic. - wzruszyłam ramionami.
- Robimy coś? - Louis poruszył brwiami. Parsknęłam i pokiwałam głową.
- No jasne, stary. Na co czekasz? - zaśmiałam się.
- Na dostawcę. Zamówiłem pizzę. Quatro fromagi. Specjalnie dla ciebie. - wyszczerzył zęby. Uśmiechnęłam się i połaskotałam go palcem pod brodą. Złapał mnie za palec. - Eej, nie rób tak.
- Jasne, jasne. - zadzwonił dzwonek. - Daj mu autograf. Wystarczy.
- Zawsze służysz dobrą radą. - Louis poszedł odebrać pizzę. Poszłam do kuchni po szklanki i colę, trzymając się ścian i kulejąc.
- Nie przyjął. Musiałem zapłacić. - poinformował mnie Tommo i pomógł mi dojść do kanapy. - Miałaś nie wstawać!
- Oj tam, oj tam. Co oglądamy? - Louis posadził mnie, okrył porządnie kocem i włożył płytę do DVD. - Co włączyłeś?
- Dom woskowych ciał. - wyjaśnił, siadając obok mnie pod kocem.
- Nie widziałam, horror? - upewniłam się. Kiwnął głową. Ułożyliśmy się wygodniej i zabraliśmy się za wieczorek filmowy. Zupełnie zapomniałam o całej reszcie ludzi w tym domu.

Lottie*

- Nie Zayn! - błagałam gdy on nawalał mnie poduszką.
- A masz! - krzyczał.Jak tak można? No to mu pokazałam.
- Cwel! - złapałam do ręki poduchę Nialla i wskoczyłam na niego.Obijałam mu ryjek na prawo i lewo.Wcale mu nie przeszkadzało, że na nim siedzę.Przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi.Nic wielkiego.
 - Fuck you palancie! - dostał ostatni raz, a ja zdyszana zeszłam z niego, oparłam się o łóżko i nadal chichotałam.
- Jeszcze się odpłacę. - wskazał mnie palcem Mulat.Posłałam mu strzałeczkę.
- Oczywiście stary.
- Gramy w coś? - zapytał Liaś.
- W nogę! - wyrwał Niall.
- W pokoju? - zapytał Harry leżący na łóżku.Rzucał małą piłeczką do sufitu i łapał ją.
- No to w ping-ponga. - odparł Malik.Zgodziliśmy się wszyscy.Poszliśmy do jakiegoś dosyć dużego pomieszczenia.Były w nim lustra na ścianie, stół do ping-ponga, dmuchane, gumowe piłki i inne sprzęty do gier.
- Dobra! Robimy dwa składy.Ja i Liam...no i ci gorsi czyli wy. - orzekł Niall.Prychnęliśmy w tym  samym czasie.Wyglądało to zabawnie.
- A Cass i Lou? - zapytałam.
- Oni chyba sobie oglądają film. - powiedział i poruszał brwiami Loczek zbliżając się do mnie.
- Pewnie się obejmują, cmokają i szepczą czułe słówka do ucha. - żartował Niall rozkładając siatkę.
- O tak? - zapytał Harry i podniósł mnie.Przerzucił przez ramię jak worek ziemniaków i zaczął się kręcić.
- H-Harry! - rechotałam i błagałam by mnie puścił.No, ale tak naprawdę chciałam by mnie trzymał.Czasem samej siebie nie ogarniam.Gdy już mnie odstawił lekko kręciło mi się w głowie i  przewracało mi się w żołądku.Znów poczułam jak łapie w mnie w pasie i kręci w drugą stronę. - Harry! Zmień dilera! - wrzeszczałam, ale nic nie skutkowało.Gdzi takie dzieci się rodzą?
- Styles! Jak chcesz takie dzikie zabawy z Charlie to nie przy ludziach. - komentarz Zayna mnie zawstydził, a zielonookiego bardziej rozbawił.Przecież ich wszystkich TO śmieszy, a ja jako jedyna  jestem ''czysta'' i jak mam się zachowywać?
Harry odstawił mnie na podłogę i poczochrał po włosach.
- Dobra...jedziemy z tym koksem. - zabrałam czerwoną paletkę do ręki jeszcze trochę się kołysząc.Chłopcy chichotali.Zapewne wyglądałam jak nawalona.

Wygrywałam  z każdym.Wspominałam już, że uwielbiam każdego rodzaju sport? Tylko za szachami zbytnio nie przepadam.Zawsze mylę króla z damą, a mój refleks szachisty...zawsze zapominam by nacisnąć głupi guzik na zegarze.No i przegrywam.
- Nie mówiłaś, że tak dobrze grasz. - mówił zdziwiony Liam.
- Bo nie pytałeś. - odparłam odbijając białą piłeczkę.
- Dobra to w czym jesteś dobra? - zapytał dalej grając.
- Czyli mam się chwalić? Nie lubię tego robić. - odpowiedziałam prosto.
- To co lubisz robić oprócz malowania? - starałam się skupić na grze i na mówieniu.
- Kocham grać w ręczną, nogę, czasami w kosza, tenisa... - przerwałam i odbiłam trudną piłkę. - Lubię się uczyć, grać w kręgle...i mogę pływać tylko w basenie. - dodałam robiąc ostrą ścinę zdobywając tym punkt.Chłopcy patrzyli na mnie miną typu what the fuck.
- Dlaczego? - zapytał Zayn wyciągając paczkę papierosów.Nie no błagam...
- Bo...oglądałeś kiedyś szczęki albo inne filmu typu em...pływa sobie człowieczek, a potem tylko AAA! UGH! KYY! i dedasz? - kiwnął głową. - Oglądnęłam to w wieku 10 lat i mam obsesję...
- Czyli nie wjedziesz do morza, oceanu czy jeziora? - spytał ciekawy blondas.
- A widziałeś kiedykolwiek rekina w jeziorze? - odpowiedział pytaniem na pytanie Harry.Niall przedrzeźniał go i pokazał mu język.Jak oni się kochają.Wzruszające.
Gdy znudziła nam się gra położyliśmy się w kółku na śliskiej podłodze twarzami do siebie.Gadaliśmy na różne tematy.No na przykład takie dlaczego Liam je lody widelcem albo próbowałam wyjaśnić im dlaczego dziewczyny chodzą grupami do łazienki.Nie zrozumieli.
Spojrzałam na zegarek.
- Ouu...muszę się już zwijać.Jutro szkoła. - wstałam leniwie, a zaraz za mną chłopcy.
- Czemu nie zostaniesz na noc? - zapytał smutno Horanek.
- Wyjaśniłam ci to w drugim zdaniu mojej krótkiej wypowiedzi. - odrzekłam poprawiając pogniecioną bluzkę. - Szkoła. - Niall posłał Zaynowi, krótkie i podejrzane spojrzenie.Obaj pobiegli do drzwi i zagrodzili je swoimi ciałami.
- No zostań... - nalegał Harry. - Proszę. - zrobił słodkie oczka.
- Nie mam piżamy, książek, ubrań do szkoły, szczoteczki do zębów... - wyliczałam na palcach.Przewrócił oczami.W jego wykonaniu to fajne.
- Ubrania od Cass, a po książki podjedziemy rano. - wyjaśnił Liam popychając złożony stół.
- No, ale...
- Nie ma ALE! Nie wypuścimy cię jeżeli się nie zgodzisz. - krzyknął Niall.
- No, a co z...
- LALALALA! - zatkał uszy. - Nie słucham cię! - westchnęłam.
- Na was nie ma mocnych. - mruknęłam.Harry przytulił mnie mocno.Czułam jak moje kości strzykają. - Ałć. - jęknęłam.
- Przepraszam. - poczochrałam szybko jego włosy.Cała jego grzywka znajdowała się na czole, ale i tak był atrakcyjny. Charlott! O czym ty myślisz! Skarcił mnie mózg.
"- Niech myśli sobie o czym chce.Jak jej się podoba to proszę bardzo. -" mówiło serce.
"- Bla, bla, bla...ona i Harry?! Uważaj bo dostaniesz jeszcze ataku serca. -" mówił mózg.
Moja psychika się pogarsza.Muszę się leczyć.Mówiła moja podświadomość. UGH!

*Cassie

- Zostaję na noc. - Charlie uśmiechnęła się szeroko wypadając z siłowni. Pewnie byli w pokoju gier, do którego wchodzi się przez rozsuwane drzwi. Zaraz za nią wypadła reszta chłopaków, robiąc większy hałas, niż na porodówce w filmach.
- Zamknijcie ryje, Lou śpi. - syknęłam. Wszyscy zamilkli, jak jeden mąż i spojrzeli na nas znacząco. Loui spał z głową na kocu. Kocu, który znajdował się na moich kolanach.
- A Tommo nie miał czasem dziewczyny... - zaczął Harry, a Zayn i Liam trącili go łokciami z obu stron jednocześnie. Cały nastrój uleciał w powietrze. Nadrabiałam miną.
- Nie wiem, o czym mówisz. - Spojrzałam na ekran. Napisy końcowe leciały od pięciu minut.
- Zamierzasz się stąd ruszyć? - Harry wcisnął ręce do kieszeni. Oparł się o ścianę i wbił we mnie wzrok.
Jasne, że nie. Będę tu siedzieć całą wieczność, puki on się nie obudzi. Czy ty nie widzisz tych cholernie seksownych ust? Zamkniętych oczu. rzęs, spokojnego wyrazu twarzy. Jest taki piękny, nigdy nawet nie drgnę, żeby go przypadkiem nie obudzić.
- Zamierzam. Ale.. mam ochotę na kolejny film. Obejrzymy coś? - uśmiechnęłam się niewinnie. Chłopcy i Charlie parsknęli śmiechem. Rzucili się, by zająć dwa fotele, bo kanapa była cała zajęta przez leżącego Louisa. Charlie była pierwsza przy fotelu, już miała usiąść, kiedy Harry z zadziwiającą prędkością wsunął się pod nią, tak, że wylądowała na jego kolanach. Zayn zagwizdał, a Lottie uśmiechnęła się uroczo. Hazz przytrzymał jej biodra.
- Możesz się oprzeć. - mruknął. Patrzyliśmy na nich z uśmiechami. Charlie oparła się o chłopaka, a głowę położyła na jego ramieniu. Wyglądali przeuroczo. Zayn włączył film, ktoś wyłączył światło. Widziałam tylko sylwetki moich przyjaciół. Spojrzałam na twarz śpiącego Louisa.

To moglibyśmy być my. 

Smutek ściska mi żołądek, w sercu kształtuje się dobrze znane mi uczucie odrzucenia, smutku rozczarowania, tym większego, im bardziej się do mnie zbliżasz.

 Najbardziej odczujesz brak jakiejś osoby, kiedy będziesz siedział obok niej, wiedząc, że nigdy nie będzie twoja. 

Masz takie piękne usta. 

Ciekawe, jak smakują? 

Annie pewnie dobrze o tym wie.

 A może zechce mi powiedzieć?

 Lubisz ją? Rozmawiacie często? Na pewno. 

A może to nie mój interes?

 Kiedy ostatni raz powiedziałeś jej, że ją kochasz? Lubicie razem milczeć? Głaszczesz ją po włosach?

 A może to nie mój interes?

 Czy posyłasz jej porozumiewawcze spojrzenia w tłumie? Mrugasz czasem do niej? Kreślisz palcem kółka we wnętrzu jej dłoni?

 A może to nie mój interes? Mówisz jej, że jest piękna? Dotykasz czasem czubka jej nosa opuszkami palców? Opierasz się czołem o jej czoło, tylko po to, żeby z bliska zobaczyć jej oczy?

 A może to nie mój interes?

 Chodzicie na długie spacery w parku? Czy rozmawiacie o głupotach? Śmiejecie się z siebie nawzajem? Droczycie się ze sobą, a potem śmiejecie jeszcze głośniej i mówicie sobie jak bardzo się kochacie?

 A może to nie mój interes?

 Poznam kiedyś odpowiedzi na te pytania?

 Zrobimy kiedyś chociaż jedną z tych rzeczy?

 Razem?

 A może to nie do mnie należy? 

Powieki zaczynają mi ciążyć. Obraz na ekranie nie ma zupełnie sensu. Wszyscy wokół są wgapieni w telewizję. Harry łaskocze Lottie w policzek jej własnym kosmykiem włosów. Uśmiecham się. Louis nadal śpi. Przesuwam się delikatnie w prawo, głowa Lou pozostaje na kocu. Kocu. który znajduje się na kanapie. Wszystkie spojrzenia kierują się na mnie.
- Idę się czegoś napić. - tłumaczę niemrawo. Wszyscy natychmiast tracą mną zainteresowanie. Dobrze. Wstaję. Utykając i przeklinając pod nosem odchodzę do ciemnej kuchni i otwieram lodówkę. Upiorne światło pada mi na twarz. Nie znajduję nic na wypełnienie pustki w sercu, więc sięgam do barku, po coś mocniejszego. Nalewam sobie whiskey, które odkupiłam chłopakom i siadam na blacie.
 Jest ciemno.
 Widzę tylko kontury.
 Wypijam połowę szklanki.
 Ogień pali mi się w przełyku, ale niewiele sobie z niego robię. Napełniam ponownie szklankę.
 Po chwili wzrok mi się mgli. Zeskakuję z blatu i prawie się przewracam. Łapię pion i odstawiam szklankę do zlewu. Przybliżam dłoń do ust i chucham.
 Krzywię się.
 Idę prosto do swojego pokoju.
- Hej, Cass, nie oglądasz? - któryś z chłopaków zwraca na mnie uwagę, ale nie potrafię odróżnić głosu.
- Jestem padnięta. Charlie, ubrania możesz sobie wziąć z szafy. Dobranoc. - Kiwnęłam głową, ale w ciemności nie mogli tego zobaczyć. Odpowiedzieli zgodnym pomrukiem. Położyłam się. Zdjęłam na leżąco spodnie i bluzkę. Rzuciłam ubrania na podłogę i położyłam się w samej bieliźnie. Zasnęłam niemal od razu.

Harry*

Dziewczyna leżała na mnie opierając się głową o moje ramię.Nogi miałem położone na stole, a jej zgrabne nóżki opierały się na moich.Moje ciepłe ręce oplatały ją w pasie.Nawet nie skupiałem się na filmie.Byłem zbyt rozpraszany jej delikatnym, lekkim ciałem.Lottie jest ideałem dziewczyny jaką chciałbym mieć.Piękne długie, ciemne włosy, jasna cera i malinowe, pełne usta, które za każdym razem mam ochotę pocałować.Te nogi, ten tyłek i te...Harry! Nie możesz na razie myśleć o takich rzeczach! To nadal jest twoja przyjaciółka nie dziewczyna.Och głupi mózgu.Mogę robić co chcę.
Przyłożyłem twarz do jej włosów.Pachniały brzoskwinią.Mhh...wciągałem słodki zapach jak jakiś uzależniony.Chłopcy powoli odpływali, a Lou co jakiś czas głośno chrapnął.Spojrzałem na profil twarzy brunetki.Jej gęste, długie rzęsy spokojnie spoczywały, a klatka powoli opadała i unosiła się.
- Charlie śpisz już? - szepnąłem.Mruknęła coś niezrozumiale, a ja uśmiechnąłem się.Podniosłem się z fotela nadal trzymając dziewczynę. - Wyłączcie telewizor.My idziemy już spać. - odparłem cicho.Skinęli głowami.Podniosłem Lottie i poszedłem do swojego pokoju.Położyłem ją na moim łóżku i chwilę patrzyłem jak słodko śpi.Włączyłem lampkę nocną.
Tylko co mam zrobić? Jest jeszcze w ubraniach, a spać w tym raczej nie będzie.Podparłem się w bokach.Cass już pewnie śpi, a grzebać w jej rzeczach nie będę.Nie wiadomo co dziewczyny chowają w szafach oprócz ubrań i butów.Otworzyłem swoją szafę i wyciągnąłem z niej luźną czarną koszulkę i szary dres.Podszedłem do śpiącej Lottie i usiadłem obok.Ona mnie zabije.Zabije, poćwiartuje, spali i włoży moje prochy do butelki po czym wyrzuci je do oceanu.No, ale czego nie robi się dla kobiet? Rozpiąłem guzik jej spodni, rozpiąłem rozporek i niepewnie zsunąłem spodnie.Gdy zobaczyłem jej dolna partię ciała otrząsnąłem się i zamknąłem oczy.W końcu jest to NADAL moja przyjaciółka.Z zamkniętymi powiekami trudno ubrać komuś spodnie.Potem zająłem się jej bluzką.Przełożyłem ją przez głowę i rzuciłem na podłogę.Chciałem zamknąć oczy, ale to było silniejsze od mnie.Nie powstrzymałem się i patrzyłem.Lekko przygryzłem wargę i oblizałem usta.Spokojnie spała w moim dresie i czarnym staniku. Łał..


- Ekhem... - chrząknąłem i szybko ubrałem ją w mój T-Shirt.Zrobiłem to dosyć powoli.Nie pytajcie dlaczego.Gdy Charlie była już ubrana okryłem ją ciepłą kołdrą.Chwilę patrzyłem jak śpi.Złapałem za jej odkrytą dłoń i splotłem nasze palce.Chodź na chwilę mogłem jej dotknąć.Normalnie to trochę się zrobić coś więcej niż przytulas czy całus w policzek.Boję się, że mnie odrzuci albo powie Zostańmy lepiej przyjaciółmi.To by było jak nóż w serce.
Przebrałem się szybko i położyłem obok dziewczyny.Odwróciłem się do niej plecami i wtuliłem się w kołdrę.Zamknąłem na parę sekund oczy po czym je szybko otworzyłem.
- Co mi tam. - mruknąłem, obróciłem się na bok i przytuliłem do Charlie.Objąłem ją i położyłem głowę blisko jej.Czułem jak spokojnie oddycha.Chciałbym tam zasypiać codziennie i budzić się.Z uśmiechem odpłynąłem do krainy Morfeusza.

*Cass

Obudziło mnie pukanie do drzwi. Podniosłam się zaspana. Potarłam oczy i mruknęłam.
- Proszę. - drzwi otworzyły się i wszedł uśmiechnięty Louis. Podniosłam się. Lou zamknął za sobą drzwi, a potem spojrzał na mnie. Uniósł nieco brwi i uśmiechnął się do mnie szerzej. Złapałam się za bolącą głowę i wyszłam z łóżka.
- O co chodzi Lou? - spytałam. Spojrzałam na niego. Zamrugał kilka razy.
- Noo.. o to, że.. - chrząknął. Wsadził ręce do kieszeni spodni dresowych, potem je wyciągnął. Spojrzał na swoje bose stopy. Podniósł wzrok.
- Chodzi o coś konkretnego, czy tylko przyszedłeś mnie obudzić? Bo szczerze mówiąc trochę nie najlepiej się czuję. - wsadziłam rękę we włosy i potrząsnęłam nimi trochę.
- O rany, Cass. Ja... nie pamiętam. - Zamrugał znów. - Chyba... chyba jest śniadanie. Eee. A tak, Harry robi naleśniki. - wykrztusił wreszcie. Pokiwałam głową.
- To chyba mu pomogę. - skierowałam się do drzwi. Lou potrząsnął głową.
- Poczekaj. - powiedział, kiedy sięgałam do klamki. Spojrzałam mu w oczy.
- O co chodzi? - zmarszczyłam brwi. Lou przełknął ślinę, rozejrzał się po pokoju, odwlekając to, co chciał powiedzieć.
- Chyba.. powinnaś się ubrać. - mruknął. Zakrztusiłam się własną śliną. spojrzałam w dół, na swój czerwony stanik i niepasujące czarne majtki. Parsknęłam śmiechem.
- Chyba powinieneś wyjść. - całą siła woli spojrzał mi w oczy. - Ewentualnie po prostu się odwróć.
- Lepiej wyjdę. - powiedział cicho. Pokiwałam głową. Jeszcze miesiąc temu spaliłabym się ze wstydu, wyrzuciłabym go za drzwi i nigdy więcej nie spojrzała w oczy. Chyba się zmieniłam. Wspomnienia zanikają. Ubrałam jeansy i luźną koszulkę. Wyszłam z pokoju i podążyłam za zapachem prosto do kuchni.

Charlie*

Obudziłam się bardzo dobrze wsypana.O dziwo, bo zazwyczaj bolą mnie plecy.Otworzyłam jedną powiekę, która ważyła tonę.Miałam rozmazany obraz, ale zdaje się że widziałam coś blisko siebie.Łaskotało mnie to w nos.Leniwie otworzyłam drugie oko.Podniosłam lekko głowę.Na moich piersiach spoczywała głowa Hazzy.Co się dzieje i gdzie jestem? Rozejrzałam się trochę.To chyba pokój Loczka.Spojrzałam w bok na migoczący budzik.Dopiero 7.00.Co mam zrobić? Obudzić go..., ale on tak słodko śpi.Zauważyłam też, że jego ręka umiejscowiła się na mojej talii.Hm...przyjemnie.Zawinęłam na palec jego loczka.Puszczałam i zawijałam.Nie ma to jak dobra zabawa od samego ranka.
- Fajna pobudka. - mruknął Harry ochrypłym głosem.Trochę się zawstydziłam.Ciekawe jak długo już nie śpi.
- Przepraszam.Nie chciałam cię obudzić. - powiedziałam nieśmiało.Poniósł głowę i powitał mnie najpiękniejszym uśmiechem na świecie.
- Wyspałaś się? - kiwnęłam głową trochę speszona tym, że nadal mnie trzymał i leżał na mnie.Chyba to zauważył i odsunął się na bok. - Cieszę się. - dodał ubierając koszulkę z supermenem.
- A ty? - podniosłam i oparłam o łóżko.
- Bardzo dobrze.Idziemy na śniadanie? - spojrzałam na swój ubiór.Nie pamiętam bym się przebierała, a krasnoludki raczej tego nie zrobiły.Harry stał przy drzwiach i czekał na moją odpowiedź.Tylko jakie było pytanie?
- Em co? - zapytałam.
- Pytałem czy idziemy na śniadanie. - posłał mi uśmiech z dołeczkami.Jaki on piękny.Wygrzebałam się z łóżka i poszłam za Harrym do kuchni. - Too... co jemy? - spytał gdy siadałam przy wyspie.Wzruszyłam ramionami - Naleśniki? Omlety? Tosty? - pytał patrząc do lodówki.
- Czy ja słyszałem naleśniki?! - krzyknął Horan schodząc po schodach.Harry mruknął pod nosem ''spadaj'' i wyciągnął potrzebne produkty.Po chwili w kuchni znalazł się radosny Niall w szlafroku i dresie. - Witam. -  przywitał się kłaniając i usiadł obok mnie.Harry przygotowywał śniadanie, a ja i Nialler graliśmy w karty.
- Przegrasz. - mówił bardzo poważnie i wykładał karty.
- Dlaczego jesteś tego taki pewien? - spytałam ciekawa.
- Zawsze w to wygrywam. - odparł normalnie. - Jeżeli przegrasz dostanę od ciebie...dwa naleśniki.
- Stoi. - nie przeszkadzało mi to.I tak bym nie zjadła dużo.
- Charlie? Przecież ty nie pochwalasz hazardu. - zauważyła Cass, wchodząc do kuchni. Kątem oka zauważyłam, że Lou się zaczerwienił. Uniosłam brew.
- No i co? To tylko przyjacielska rozgrywka. - pokiwała głową.
- Zobaczysz, jeszcze będę cię siłą wywlekać z kasyna. - uśmiechnęła się i zaciągnęła zapachem. - Harry, chyba lepiej żebyś się pośpieszył.
- Bo? - zapytał odwracając się z dużo łyżką w ręce.
- Bo jestem cholernie głodna. - usiadła obok nas i przypatrywała się jak gramy.Co chwilę zerknęła na Tommo, a on na nią.Za to ja unikałam kontaktu wzrokowego z Harrym.Przecież to on najprawdopodobniej mnie przebrał i ze mną spał.Na moich cyckach.Ugh...to zawstydzające.
- Charlie? - głos Loczka wyrwał mnie z gry.Niechętnie spojrzałam w jego oczy. - Ile zjesz? - chwilę się jąkałam aż w końcu się ogarnęłam.
- Em...jednego. - odparłam, a on przewrócił oczami.
- Czyli pięć. - mruknął i wrócił do patelni.Cassie posłała mi jedno dziwne spojrzenie i chytry uśmieszek.Spojrzałam pytająco.
- Nie, nic. - podniosła ręce w geście obronnym.Do kuchni wszedł Zayn ledwo żywy.W samych bokserkach w dinozaury, czarnym szlafroku i pluszowym misiem w ręce.Oparł się twarzą o ścianę i chrapnął.Buchnęliśmy śmiechem jednak on dalej śnił.
- Mamo...ja chcę tą pandę. - mówił śliniąc się. - Ja chcę pandę... - mruczał pod nosem, a my tłumiliśmy w sobie śmiech.
- Wygrałem! - wykrzyczał i wstał Niall unosząc ręce ku górze.
- Pandę?! - obudził się Malik z szeroko otwartą buzia i oczami.Kolejna fala niepohamowanego śmiechu nas ogarnęła.Tylko Mulat zdezorientowany stał i patrzył.

***
szkoła

- Przygotujcie się do testu! - zawołał nauczyciel gdy pakowaliśmy się.I tak się nikt nie nauczy.Założyłam torbę na ramię i wyszłam z klasy.Przez chwilę gadałam z Maddie.Poprosiła mnie żebym namalowała jej Freda i ją bo obchodzą już rocznice ich związku.Są tacy słodcy!
- A no i chciałam się ciebie zapytać czy przyszłabyś na przesłuchanie do grupy  cheerlederek.Masz odpowiednią figurę, jesteś wysportowana i zdaje mi się, że chodziłaś kiedyś na gimnastykę.Potrzebujemy nowej ekipy. - mówiła, a ja trochę się zdziwiłam.Ja? Krótkie spódniczki, pompony i dziwne okrzyki? Sama nie wiem.Poza tym...Scarlett jest w tej grupie.
- Wiesz...to chyba nie dla mnie. - odparłam niechętnie.
- Błagam! Jesteś bardzo dobra! - mówiła z nadzieją w oczach. - Pierwszaki są do dupy, a ty mówiłaś kiedyś że chciałabyś spróbować. - no właśnie, ale to było kiedyś. - Proszę, przyjdź chociaż na przesłuchanie. - nabrałam dużo powietrza.
- No okey. - podskoczyła i przytuliła mnie.
- Jesteś wielka! - odeszła zadowolona.Wyciągnęłam książkę do biologi i otworzyłam na dziale, który właśnie przerabiamy.Chwilę czytałam aż ktoś podle i chamsko wyrwał mi podręcznik z dłoni.Z wymalowanym gniewem na twarzy spojrzałam na osobę stojącą przede mną.Palnat z głupim wyrazem twarzy? Pan Grey we własnej osobie.
- Czego? - syknęłam.
- Jak zawsze milutka Adamson. - zakpił z rozbawieniem. - Słuchaj mała.Dzisiaj wieczorem do ciebie wpadam.Projekt sam się nie zrobi...nieprawdaż pani idealna? - miałam ochotę odkleić ten głupi uśmiech z jego krzywej twarzy i spłukać w toalecie.On jest taki wkurzający.
- Dzisiaj nie mogę. - chciałam go wyminąć, ale zagrodził mi drogę.Złapał za ramiona i przybliżył swoją twarz do mojej na niebezpieczną odległość.Czułam jego oddech na mojej szyi.
- Mam głęboko w dupie czy masz czas czy nie.Masz być w domu i grzecznie czekać aż przyjdę! - wysyczał przez zęby.Zadrżałam na jego groźny ton.Jego źrenice były mocno rozszerzone.Przyszedł do szkoły naćpany? Zero oleju w tej pustej głowie.Wypuścił mnie z mocnego uścisku i spojrzał na boki.Ludzie gapili się i szeptali jak jacyś chorzy. - Lepiej mnie słuchaj bo inaczej ty i twój książę z bajki dostaniecie mocniej niż za pierwszym razem..
- Grozisz mi? - przymrużyłam oczy.
- A żebyś wiedziała, że tak. - warknął ostro i odszedł.kilka razy zamrugałam powiekami.Co on sobie wyobraża?! Poszłam na stołówkę.Znalazłam wzrokiem przyjaciół i podeszłam do nich.Usiadłam między Niallem i Cassie.Wyrzuciłam torbę na stolik i położyłam na nim głowę.Zamknęłam oczy i starałam się zapomnieć o tym co stało się chwilę temu.Mimo starań obraz niedorozwiniętego Dylana nie znikał.
- Charlie? Dlaczego nie odpowiadasz? - zapytał Harry.Podniosłam głowę i spojrzałam na niego.
- Hm? Jestem zmęczona. - wytłumaczyłam.

*Cassie

 Zupełnie zwyczajny dzień. Zjadałam w stołówce kanapkę z masłem orzechowym i dżemem truskawkowym. Popijałam sokiem pomarańczowym. Zayn patrzył na mnie z niesmakiem.
- Jak możesz to jeść? - spojrzałam na niego zdziwiona.
-Co?
Wskazał moją kanapkę.
-Masło orzechowe i dżem. Ohyda. - skrzywił się. Zerknęłam w dół.
- Nie rozumiem?
- Tacy ludzie nie mogą tego zrozumieć. -pokręcił głową. - To po prostu nie ma sensu. Masło orzechowe jest dobre i dżem truskawkowy też jest extra. No ale razem? Niee to się nie uda.
- Nie musisz lubić tego,co ja - zauważyłam z przekąsem. Wzruszył ramionami. Już nic nie powiedział, tylko mamrotał pod nosem coś o nienormalnych ludziach, którzy nie szanują klasycznych smaków i jedzą niedobre jedzenie.
- Cass? - podniosłam głowę. - Mamy robić ten projekt, pamiętasz? O rozmnażaniu syren.
 Uniosłam brwi.
- Wydaje mi się, że to było co innego, Lou.
- Czy to ma znaczenie? Pomyśl, nikt w tej szkole jeszcze nie robił projektu na temat rozmnażaniu syren. To będzie przełom! - Louis gestykulował



Nie bijcie O_O Spóźniony rozdział w końcu się pojawił.Przepraszamy bardzo, bardzo, bardzo, ale ja miałam problemy z kompem cały tydzień, a kuzynka o.O...nie mam dla niej usprawiedliwienia, life is brutal sory bardzo
Komentujcie, obserwujcie i czekajcie na 20 rozdział! Postaramy się dodawać regularnie rozdziały :)

czwartek, 5 lutego 2015

18 cz.2




*Cassie

- Hahaha szkoda, że nie widzicie swoich min - powiedziałam, puszczając rękę Harry'ego. Wszyscy byli zdezorientowani.
- Możecie nam łaskawie powiedzieć o co chodzi? - wkurzył się Niall.
- Oczywiście, że możemy. - oparłam z uśmiechem. Zapałda cisza, wszyscy wyczekiwali na to, co powiem. Milczałam z szerokim uśmiechem.
- No to powiedz - Zayn zacisnął pięści. Uśmiechnęłam się do niego szeroko.
- Cassie jest moją kuzynką. - powiedział wreszcie Harry. Najpierw zapadła wielka cisza, a potem wielki chaos. Wszyscy się na nas rzucali i gratulowali. Charlie ściskała Harry'ego, a on się śmiał, że tak się martwiła, że łączy nas coś innego.

*Charlie

Gdy Cass i Harry wszystko nam wytłumaczyli byłam w wielkim zaskoczeniu.Oni.Są.Rodziną.
Siedziałam na fotelu obok równie zszokowanego Liama, Louisa, Zayna i Niallera.Cassie i Harry cieszyli się jak małe dzieci.Gadali o wszystkim i wspominali dzieciństwo.Nigdy bym nie przypuszczała, że mogliby być spokrewnieni.Chociaż? Tak samo zjarana psychika.
- Zayn? I wymyśliłeś już coś? Co namalujesz? - przypomniałam sobie.Wzruszył ramionami.
- Myślę, że to nie mam sensu.I tak kiedyś się wyprowadzę i co z tego będę miał?
- Wyprowadzisz się, ale tylko wtedy kiedy ci pozwolę. - blondyn wsadził głowę Mulata pod jego pachę i poczochrał go. - Jesteś nasz! - przytulał go, a Malik próbował wydusić z siebie help me.Widząc dokuczających sobie chłopaków uśmiechałam się.Są tacy dziecinni, ale tacy fajni! Każdy jakoś uzupełnia ich zespół, ale przede wszystkim przyjaźń.
- Charlie? - odwróciłam głowę do tyłu.Stał tam Harry.Gotowy i zwarty jak zawsze. - Idziemy? - powoli udałam się do przed pokoju.Założyłam słodką czapkę, kozaczki, płaszczyk i przesłodkie rękawiczki w kotki.Harry otworzył mi drzwi I wypuścił pierwszą jak to przystało na gentelmena.

- Myślisz, że naprawdę jesteśmy kuzynostwem? - zapytał patrząc przed siebie.Miał głowę w chmurach i zdaje mi się, że i tak nie będzie interesować go moja odpowiedź.
- Na to wygląda. - bąknęłam.
- Coś się stało? Wiesz...gdy z tobą rozmawiałem przez telefon to miałem wrażenie, że płaczesz.
- Nic wielkiego się nie stało.Mama nie wróci na święta i zobaczę ją dopiero w czerwcu.
- Oł...z kim spędzisz święta? - sama.Pomyślałam.
- Nie wiem.Coś się wymyśli. - chciałam zmienić temat.
- Yhym. - mruknął. - Chodź! - pociągnął mnie gdzieś.Doprowadził nas do otwartego lodowiska.Spojrzał na mnie tymi uroczymi zielonymi oczami.Jego dołeczki się powiększyły pod wpływem większego uśmiechu. - Jaki masz rozmiar buta?
- Pięć. - usiadłam na ławce i patrzyłam na jeżdżących ludzi.Dzieci jeździły blisko bariery, a rodzice pilnowali ich.Po chwili przyszedł Harry z łyżwami.
- Proszę. - wybrał ładne, białe hokejówki.
- Skąd wiedziałeś, że lubię takie łyżwy? - zapytałam wkładając łyżwy na stopy.
- Kiedyś wspomniałaś, że nie lubisz figurówek.Jestem dobry w zapamiętywaniu szczegółów. - podał mi rękę i razem weszliśmy na lodowisko.
- Harry ja dawno nie jeździłam.Nie śmiej się jak zaliczę glebę. - ostrzegłam.


- Nie mogę nic obiecywać.Śmieję się z wszystkiego i z wszystkich. - spojrzałam na niego z pod byka.Wyciągnął do mnie dłoń.Złapałam się go i razem zaczęliśmy jeździć.Szło nam bardzo dobrze.Po dwudziestu minutach jazdy, moje nogi prosiły o odpoczynek lub amputacje.Zjechałam z lodowiska.Przebrałam obuwie i patrzyłam na Harry'ego rozdającego autografy dziewczynom.

- Musimy stąd spadać. - przyjechał i jak błyskawica ściągnął łyżwy.Był lekko poddenerwowany.Ciekawe co się stało.Oddał łyżwy i opuściliśmy lodowisko.Skręcaliśmy w jakieś uliczki.
- Ej, co się dzieje? - zapytałam.
- Ludzie od mediów nas wywęszyli.Za chwilę na lodowisku będzie się roiło od paparazzi, kamer i wścibskich bab z mikrofonem. - zatrzymałam się i zarechotałam. - Co?
- Serio? Przed tym uciekasz? Myślałam, że lubisz robić sobie zdjęcia i udzielać wywiady. - Harry zbliżył się do mnie.
- Harry! Kim jest ta urocza panna? Od kiedy jesteście parą? Czy to kolejny przelotny związek? - udawał prezenterkę i trzepotał rzęsami.Cofałam się do tyłu, a on kroczył za mną. - Nie zrozumiesz tego. - machnął ręką i odwrócił się.
-  Parą? - mruknęłam sama do siebie. - Właśnie, że rozumiem i wiem, że to jest wkurzające. - odparłam patrząc na jego profil twarzy.Z pod bawełnianej czapki wystawały jego niesforne loczki.Wyglądał uroczo.
- Skąd? - spojrzał na mnie.
- Tak przeczuwam.
- Idziemy na gorącą czekoladę tak jak mówiłem i zapraszamy cię na obiad.Niall dziś gotuje kuchnie włoską.

Zayn*

Szczerze powiedziawszy bardziej by mnie zdziwiła informacja, że są razem. No, cuda się zdarzają. Nie mówię, że Harry i Cass są jakoś do siebie podobni, ale pasują do siebie. Z kuchni było już czuć niezłe zapachy. Właśnie miałem zejść na dół, by nieco podjeść, kiedy Niall odwróci wzrok, gdy zadzwonił mój telefon. Zobaczyłem zdjęcie Perrie. Serce zabiło mi mocniej. Zabije mnie, nie dzwoniłem już od paru tygodni, a przecież, kiedy ostatnio się widzieliśmy chciała powiedzieć mi coś ważnego. Przełknąłem ślinę i odebrałem telefon, trzymając go w dużej odległości od ucha, żeby nie ogłuchnąć po jej krzyku, złości na mnie. Ale nie krzyczała.
- Zayny? Kochanie? Jesteś?
- Tak, tak jestem. Przepraszam że n...
- Nie, to ja przepraszam. Byłam taka zabiegana, zajęta i tyle miałam na głowie, że zupełnie zapomniałam o tobie. Naprawdę przepraszam, kocham cię.
- Eee w porządku, nie jestem zły. - no skoro przeprasza, to w takim razie świetnie.
- To o czym chciałaś mi powiedzieć?
- Właśnie o tym, dlaczego nie dzwonię. - wzięła głęboki oddech. Bałem się, że zaraz powie, że kogoś ma.
- Wyjechałam na trasę. Wracam za kilka miesięcy. - zamarłem, po czym odetchnąłem z ulgą.
- To świetnie. - ucieszyłem się.
- Naprawdę? Nie będziemy się widzieć przez kilka miesięcy. Zayn...
- Znaczy... nie o to chodzi, oczywiście będę tęsknić. Chodzi o to, że no... bałem się, że powiesz coś gorszego, na przykład, że no zrywasz, albo... hm... coś.
- Zayn! Kochanie! Nigdy bym ci czegoś takiego nie powiedziała. Przepraszam, ale muszę kończyć, pa pa kocham cię. - wyrzuciła z siebie.
- Ja ciebie też. - zdążyłem tylko powiedzieć i się rozłączyła.

Wróciłem do kuchni.Usiadłem przy wyspie, nalałem sobie wody do szklanki.Spojrzałem na Niallera.Był jakiś przybity.
- Wszystko okey? - zapytałem, a chłopak wzruszył ramionami.
- Tak jest spoko.Robię lazanię i bardzo się z tego cieszę.Przecież ja tak bardzo dobrze gotuję i myślę, że wam też będzie smakować, a tak w ogóle co tam u ciebie? - powiedział tak szybko, że jedyne co zrozumiałem to ostatnie '' co tam u ciebie''.Dziwne.
- Em...spoko? To co będzie na obiad?
- Przecież już mówiłem, że lazania. - odparł szybko ubijając jajka.
- Okey.Pomóc ci? - podszedłem do niego. - Ale burdel. - mruknąłem patrząc na rozsypaną mąkę, skorupki od jajek i kawałki sera na podłodze.
- Możesz posprzątać. - złapałem za miotłę i zacząłem sprzątać.
- A potem zadzwoń do Harr'ego, żeby przyszedł razem z Lottie na obiad. - dodał ponuro.


Charlie*

Wracaliśmy do domu w dosyć szybkim tempie.Mimo tego, że mam kondycję to nogi zaczęły mnie boleć.
- Harry... - jęknęłam zmęczona.
- Hm? - nawet nie spojrzał.
- Możemy trochę zwolnić? Gdzie ci się tak śpieszy? - chłopak spełnił moją prośbę. - Dzięki.
Szliśmy w ciszy.Trochę mnie to peszyło.Nie lubię nie gadać.Przecież jako przyjaciele powinniśmy dużo rozmawiać.Nawet o głupotach.Tak jak kiedyś.Kilka miesięcy temu było inaczej.Myślę, że wtedy jeszcze nie myślałam o Harrym jak o kimś więcej.
- Przepraszam... - przystanął.Patrzyłam na niego z dołu.Jest dość wysoki.
- Za co? - zdziwiłam się.
- Miał być to mile spędzony czas, a wyszła z tego jakaś...
- Harry nie przepraszaj.Było fajnie, podobało mi się. - ciepło się uśmiechnęłam.Wyrzuciłam do kosza pusty kubek po pysznej czekoladzie.
- Mogło być lepiej. - mruknął, a ja pocałowałam go w policzek na pocieszenie. - A to za co? - od razu rozpromieniał.Wiedziałam, że to pomorze.
- Za nic...albo za wszystko.Po prostu cię lubię.
- Ja też cię lubię. - przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił.



                                                                             ***

Gdy tylko przekroczyliśmy próg domu chłopaków od razu poczuliśmy kuszący zapach.Harry odwiesił mój płaszcz po czym razem udaliśmy się do kuchni.
- O jesteście super. - odrzekł Liaś czytający gazetę.
- Charlie mogłabyś zawołać resztę? - zapytał Niall rozkładając talerze na dużym stole.
- Jasne. - zerwałam się do salonu. - Zayn, Lou obiad.
- Zaraz przyjdziemy. - odparł Mulat cykając na telefonie.
- Aa gdzie Cassie? - spytałam.
- U siebie...chyba. - mruknął Tommo.Mimo tego, że nawrzeszczałam na niego to szkoda mi go.Jest jedną z niewielu osób, które potrafią poprawić mi humor i przede wszystkim jesteśmy przyjaciółmi.Przyjaciołom się wybacza, ale to nie mnie musi przepraszać.Zapukałam cicho w drzwi i je uchyliłam.Na parapecie siedziała Cassie.Patrzyła przed siebie.Podeszłam do niej i usiadłam na słodkim kocyku.
- Hej. - szepnęłam i dotknęłam jej ramienia. - Wszystko gra? - spojrzała na mnie, a jej kąciki ust uniosły się do góry powodując słodki uśmiech.
- Merci, że jesteś tu. - zaśpiewała swoim melodyjnym głosem.
- Zawsze będę.
- Wiesz co? - podparłam brodę ręką czekając na to aż powie. - Tak sobie myślę, że za mało razem spędzamy czasu.Tak tylko we dwie. - miała rację.Oddaliłyśmy się od siebie.Teraz gdy mieszka z chłopakami, a ja niezły kawał od nich to rzadko wychodzimy gdzieś razem.
- To może pójdziemy pojeździć na deskach? - zapytałam, a ona szeroko się uśmiechnęła.
- Jest zima, a poza tym to ty nie lubisz jeździć.
- Bo nawet nie umiem! - dziewczyna zarechotała i pogładziła swoje kolano. - A kręgle?
- Zawsze wygrywasz, a później to ja muszę kupować pizzę.
- Too...ulepimy bałwana?! - wyszczerzyłam się jak dziecko.
- Bingo! - przybiłyśmy piątkę. - Tylko będę musiała jakoś ukraść marchewkę Louis'owi.
- Tym zajmiemy się po obiedzie.Chodź. - pobiegłyśmy do kuchni.
Tam wszyscy już siedzieli.Usiadłyśmy obok siebie.
- Zanim zaczniemy spożywać tą kolację... - zaczął Liam.
- To jest obiad. - zauważył Niall.Upił trochę wina.
- Racja.Emm...chciałbym złożyć toast. - powiedział, wstał i uniósł kieliszek z czerwonym winem.Był całkiem poważny. - Za naszą przyjaźń. - aww...jak słodko.To mi się podoba w  Liam'e.Potrafi cieszyć się z małych rzeczy i jest taki odpowiedzialny, jak głowa rodziny.Również wstałam i podniosłam kieliszek.W nasze ślady poszła reszta przyjaciół.
- Za naszą przyjaźń. - powiedział Zayn.
- Za przyjaźń! - wszyscy lekko przybiliśmy kieliszkami.
- Na zdrowie, bo na rozum już za późno. - dodał Horan upijając połowę wina.
 Obiad minął w super atmosferze, a danie przygotowane przez Nialla było pyszne! Nie spodziewałam się po nim zdolności kulinarnych.Jednak dzisiaj nie był pełen energii jak to zawsze bywa.Niby słuchał, ale myślał o czymś innym.Niby odpowiadał, ale sam nie wiedział na co.Niedawno widziałam tak samo przybitego Liama, później Zayna  o Lou nie wspominam.No, a teraz kolej blondasa.Nie lubię być wścibska, ale chciałabym wiedzieć co się stało.Taka moja natura.


*Cassie

<WŁĄCZ>
 - No chodź. - cieszyłam się jak dziecko. Niemal zapomniałam, jak świetnie zawsze się bawiłam z Charlie. Wyszłyśmy do ogrodu chłopaków. Był wystarczająco duży, a śniegu napadało bardzo dużo.
- Ulepimy dziś bałwana, no chodź, zrobimy to. Tak dawno nie widziałam cię, nie chowaj się, uciekłaś gdzieś czy co? - Charlie ubierała dopiero czapkę. - Bawiłyśmy się razem, a teraz nie. Dlaczego tak jest czy wiesz? Ulepimy dziś bałwana, albo zrobimy coś innego. No to cześć. - wyszłam z domu.
Rzuciła śnieżką, ubierając buty. Okręciłam się dookoła wśród śniegu, w ręce trzymając marchewkę Lou.
- Ulepimy dziś bałwana, na sanki może wolisz iść, czy długo jeszcze czekać mam, bo do obcych zacznę gadać tu jak nic. Jedziesz Joanna. I tak mi jakoś ciężko, samej wśród tych zasp, marudy Louisa znieść.
 Charlie zaśmiała się, zamykając za sobą drzwi. Podbiegłam i popchnęłam ją w zaspę. Śnieg zasypał ją całą. Prychnęła pod śniegiem, a ja uklękłam przy niej.
- Charlie? Wiem, że tam cię znajdę. Chłopcy pytają co i jak. Mówią "odsyp ją" i chodź ciężko mi, chcę otrzeć twoją twarz. Czy dasz mi znak? Nie mamy nic prócz siebie. Ciebie ja, ty mnie. Jak mamy dalej żyć? Ulepimy dziś bałwana?
 Charlie zaczęła się wiercić pod zaspą. Pomogłam jej się wydostać. Śmiała się ze mnie głośno. Wygoniłyśmy chłopaków do domu i zaczęłyśmy robić kule. Kiedy drzwi zamykały się za chłopakami, wypadł z nich Pan Kot. Wskoczył prosto do śniegu, zapadając się w nim prawie całkowicie.
Zaczęłyśmy się z niego śmiać. Charlie korzystając z tego, że gapiłam się na kota, zgarnęła do ręki trochę śniegu i rzuciła mi w twarz.
- Osz ty! Miałyśmy lepić bałwana. - śmiała się i goniłam ją. Po jakimś czasie, kiedy obie byłyśmy już porządnie wymyte wzięłyśmy się za bałwana.
- Weź ogarnij drugą kulę. - powiedziała, pchając przed sobą ogromny dół.

- Ciekawe, jak mam to teraz podnieść. - pokiwałam głową, stawiając swoją kulę, obok niej. Moja kula sięgała mi do pasa.
- To ty tu jesteś silna. - zauważyła. Westchnęłam rękami. Zaczęłyśmy razem podnosić kulę. Po kilku minutach stękania, tułów wreszcie znalazł się na swoim miejscu.
- Dobra jeszcze głowa. - Lottie otarła pot z czoła.
- Robi się, mała. - jak gdyby nigdy nic zabrałam się za kulanie ostatniej kuli. Kiedy była gotowa, sama włożyłam ją na tułów, a Charlie uważała, żeby nie spadła z innej strony. Bałwan był większy od nas. Z drewnianej szopki przyniosłam krzesło, stary kapelusz, podarty szalik i miotłę. Charlie z piwnicy przyniosła węgielki.
- To będzie najpiękniejszy bałwan na świecie. - oznajmiła, trzymając mi krzesło, żebym nie spadła, nakładając kapelusz i tworząc twarz.
- Mówisz to za każdym razem, misiaku.
- No bo co roku nasz bałwan jest najlepszy. - odparła.
- No tak. - Zeskoczyłam i przewróciłam się. Syknęłam. Charlie podeszła i kucnęła.
- Jeżeli skręciłaś kostkę to dostaniesz w ryja. - oznajmiła.
- Ee nie skręciłam. Po prostu odpoczywam. - uśmiechnęłam się. Lotta pokiwała głową. Zawiązała bałwankowi szalik, zrobiła guziki i był gotowy. Wyglądał bardzo ładnie, nawet z mojej perspektywy. Było mi coraz zimniej, siedząc w tym śniegu, bo miałam jeansy. Charlie otrzepała rękawiczki i spojrzała na mnie z ukosa.
- Idziemy? Robi się ciemno. - ruszyła w stronę domu. Podniosłam się, ale zaraz upadłam. No nie wierzę, że skręciłam kostkę, zeskakując z krzesła. Pan Kot podszedł do mnie i przytulił się.
- Eee no jasne. Już idę.
- Nie możesz. - powiedziała, odwracając się do mnie.
- Jasne, że mogę.
- No to chodź. - weszła do domu. Prychnęłam. Spróbowałam znowu wstać, znów bez skutku. Spodnie zupełnie mi przemokły. Było ciemno i zimno.
- Masz rację! - krzyknęłam wreszcie. - Charlie! Masz rację, nie mogę wstać! Charlie!
Drzwi nadal były zamknięte. Przytuliłam się do kota.
- Widzisz, Panie Kocie? Zostawili mnie tu. - Drzwi otworzyły się. Zobaczyłam Louisa w samej bluzie. Idącego w moją stronę szybkim krokiem. Obiecuję, że zabiję Charlie. Zatrzymał się przy mnie.
- W porządku?
- Och, no jasne. Podziwiam widoki po prostu. - Rozejrzałam się. Nie było za dużo tych widoków.
- Och, no tak, ale już mi się znudziły.
- Boli cię noga? - zapytał kucając.
- Trafiłeś w sedno. Skumaj kumpli i zanieście mnie do domu, bo zaraz zamienię się w posąg lodowy. - Jasne. - wziął mnie na ręce, trzymałam Pana Kota, blisko siebie, żeby nie spadł. Louis miał taki uroczy czerwony nosek i policzki od mrozu.
- Czemu nie ubrałeś kurtki?
- Nie chciałem żebyś tu zamarzła. - wyjaśnił. Położył mnie na kanapie i okrył ciepłym kocem, wcześniej pomagając zdjąć przemoczoną kurtkę i buty. - Zrobię ci herbaty.
- Louis.
- Tak? - Odwrócił się. Nie zwracałam uwagi na to, że wszystkich gdzieś wywiało.
- Dziękuję.

O! Nowy rozdział? Nie, wyprany w Perwolu. xDDD proszę, proszę część2 18 rozdziału już jest. postanowiłyśmy, że nie będą to dwa rozdziały tylko jeden podzielony na 2 części. Komentujcie, bo to bardzo motywuje, hejty również :))) Dzięki, że czytacie! 19 chyba nie pojawi się zbyt szybko, więc w między czasie zapraszamy na naszego drugiego bloga, który dopiero się rozkręca : http://youpromise3.blogspot.com/ myślę, że wam się spodoba :D myślimy też poważnie o tłumaczeniu jakiegoś bloga z angielskiego, jeżeli znacie jakiś, który chciałybyście mieć przetłumaczony to podajcie linki, bardzo nam pomożecie ;)
 To na razie tyle, pozdrawiamyy ;*** ~ Hermi xx

poniedziałek, 2 lutego 2015

18 cz.1



Cassie*Dwa tygodnie później

Unikam Louisa, jak ognia. Wciąż nie ma go w domu, wraca późno wieczorem, wychodzi wcześnie rano. Widujemy go w szkole, normalnie rozmawia z chłopakami, ale na mnie nawet nie spojrzy. Charlie również unika, po tym, jak nawrzeszczała na niego w parku. W gazetach wciąż pojawiają się świeże zdjęcia jego i Annie Bloom, modelki. Są parą, ciągle biorą udziały w jakiś wywiadach, mówią, jak im jest wspaniale, jak się kochają, jak bardzo ich drugie połówki są wyjątkowe. To mnie niszczy. Wiem, że nie powinnam się przejmować. Louis nie jest tego wart. Ale mimo wszystko... tęsknię za nim. Tęsknię za jego uśmiechem, za rozmowami, za przytulaniem, za chwaleniem moich naleśników, za motylkami w brzuchu. Nigdy bym się nie spodziewała, że znów się zakocham. Byłam pewna, że zostanę starą panną z kotami. Wyobrażałam sobie, jakby to było. Wydawało mi się, że będzie fajnie. Teraz wiem, że nie będzie. Na pewno nie.
Spadł śnieg. W listopadzie. Super. Uwielbiam śnieg, ale w tym roku tylko stałam przy oknie i patrzyłam jak grube płatki spadają na ziemię. Wyszłam wreszcie ze swojego pokoju. Louis siedział na kanapie ze spuszczoną głową. Bawił się placami, , a w telewizji leciał program kulinarny. Zagryzłam wnętrze policzka.
- W porządku? - zapytałam cicho. Podniósł głowę i spojrzał na mnie zdziwiony. Zerwał się z miejsca i szybko do mnie podszedł, przytulając mnie mocno. Wtuliłam się w jego bluzę. Nawet nie próbowałam udawać złej. Już dawno mu wybaczyłam, taka jest prawda.
- Cassie. Już się bałem, że nigdy mi nie wybaczysz. - powiedział. Pokiwałam głową.
- Ja też.
- Między nami ok? - zapytał. Zamilknęłam. Co ma na myśli mówiąc "ok"? Jak dla mnie między nami nigdy nie będzie "ok". Bo on jest z Annie. Bo on kocha Annie.
- Cass?
- Co? - otrząsnęłam się. - Tak, tak wszystko ok. - uśmiechnęłam się. Louis pokiwał głową i puścił mnie. Patrzyliśmy chwilę na siebie. Pierwsza odwróciłam wzrok. - Szłam do kuchni. - mruknęłam i oddaliłam się szybko.

Niall*

 - I też chipsy, żelki, cukierki, a to warzywo to nie biorę, a czekolada! Biorę. - wrzucałem do wózka wszystkie kaloryczne pyszności.Aż się dziwię, że nie jestem gruby.No, ale skoro jestem odporny na węglowodany i tłuszcze to muszę korzystać.Już byłem blisko kasy gdy nagle przypomniałem sobie słowa Louisa Tylko pamiętaj! Dwa kilo marchewek chcę dostać! Bo inaczej zmiażdżę twojego... tu nie będę kończyć.Wykręciłem wózek i pchając go biegłem ku dziale z warzywami.Niestety nie wyrobiłem na ostatnim zakręcie i razem z wózkiem wypadłem z toru.Pech chciał by wpaść na kogoś.Najlepsze było to, że upadłem na coś miękkiego i ładnie pachnącego.Otworzyłem oczy.Pode mną leżała piękna dziewczyna o ciemnych, dużych oczach i różowych włosach.
- Czy mógłbyś... - odparła po chwili mojego milczenia.Otrząsłem się z transu.
- Oczy.. - wiście! - szybko wstałem i pomogłem jej wstać.Podniosłem wszystkie zakupy dziewczyny i podałem jej. - Przepraszam cię bardzo.Po prostu ja...tego...wpadłem na ciebie niechcący...przepraszam, tylko nie bij - dziewczyna szeroko się uśmiechnęła i wybuchła śmiechem.Jak ona pięknie się śmieje.Patrzyłem na nią.Uczyłem się każdego jej ruchu, gestu.
- Nic się nie stało!  - chichotała trzymając się za brzuch.Wyszczerzyłem się jak małe dziecko.Zacząłem razem z nią śmiać się.Najpierw rechotaliśmy z naszego wypadku jakkolwiek to brzmi, a później z tego, że się śmiejemy.Ludzie przechodzili obok ze zdziwionymi minami na twarzy.
- He he...uff! - nabrałem powietrza i podparłem się w boku. - Niall jestem.Miło mi - podałem jej rękę.
- Wiem. - uścisnęła moją dłoń. - Stella Hathaway-Bloom.Mi również miło. - różowowłosa podniosła siatkę z zakupami i odgarnęła włosy za ucho.
- Miło było na ciebie wpaść Niall. - odparła. - Do zobaczenia.


- Tak! Do zobaczenia na pewno. - pomachałem jej i odprowadziłem  wzrokiem.Stałem tak chwilę oparty o wózek mając przed sobą obraz urokliwej Stelli.Chwilę tak stałem gdy zdałem sobie z czegoś sprawę. - Jak mam się z nią spotkać jak nie ma jej numeru?! - znów biegiem przemierzyłem cały sklep.Szukałem dziewczyny, ale na marne.Przeszukałem cały supermarket.Nie ma jej.Byłem zrezygnowany.Z obojętnymi uczuciami zapłaciłem za żarcie i inne rzeczy.Odjechałem z piskiem opon z parkingu.

***

- Wróciłem! - krzyknąłem wchodząc do domu.
- Nie obchodzi nas to! - odkrzyknęli z salonu.Jak miło.
- Pamiętajcie, że to ja robię dzisiaj obiad! - wrzasnąłem z kuchni odstawiając zakupy na wyspę.
- Kochamy cię! - ta jasne.Pieprzone gnidy.Włożyłem produkty do lodówki i do szafek.Ominąłem w milczeniu salon
- Ej Nialler! Ale nie obrażaj się! - wybiegłem po schodach na górę.Zatrzasnąłem za sobą drzwi, chwyciłem do ręki elektryczną gitarę i zacząłem śpiewać.Wyobrażałem sobie Stellę.Na głowie czarna czapka z białym pomponem, czarny płaszcz i niskie kozaki, a na twarzy słodki uśmiech.
WŁĄCZ )

Myślałem, że za raz rozwalę tą gitarę albo wywalę przez okno.Odłożyłem instrument i wskoczyłem na łóżko.
- Idiota.Kretyn.Palant. - mruczałem do poduszki. - Nigdy już jej nie spotkam. - uderzyłem pięścią w ścianę.Prawie tynk odpadł.

Charlie***

- Strasznie się cieszę, że zadzwoniłaś.Tak długo razem nie rozmawiałyśmy...niedawno zaczął się wrzesień, ty wyjechałaś i za miesiąc święta! - cieszyłam się patrząc na biały puch spadający z nieba. - J- jak to nie dasz rady przyjechać? - mój głos się łamał, a w oczach pojawiły łzy.Opadłam na sofę. - Ale...przecież my zawsze... - nie dała mi dokończyć. - Wolisz spędzić święta z tym chamem niż z własną córką?! - krzyczałam, a rodzicielka próbowałam mnie uspokoić. - Wakacje?! Spotkamy się w wakacje?! Na lato wyjeżdżam do ojca do Stanów! - rozłączyłam się szybko i uderzyłam telefonem o podłogę.Usiadłam na podłodze, kryjąc twarz w dłoniach.Co ona sobie wyobraża? Jestem jej jedynym dzieckiem.Kocham ją jak nikt inny, a ona zostawia mnie samą.Prawdziwa matka tak się nie zachowuje! Poczułam wibrowanie telefonu.Działa jak zawsze.
- Harry? - pociągnęłam nosem.
- Cześć.Masz dziś czas? - zapytał.Założę się, że własnie się słodko uśmiecha.
- Mam.Zawsze siedzę w domu.
- To bardzo dobrze się składa.Zapraszam cię na gorącą czekoladę.Co ty na to? - mm...gorąca czekolada w zimie.Mniam.
- Jasne, że się zgadzam. - jestem dla niego zbyt łatwa.Zgadzam się na wszystko i mu ulegam.Jestem łatwa, tak? Muszę mu pokazać, że jestem trudna do zdobycia i musi się wykazać.
- Świetnie.Będę za 30 minut. - pożegnałam się i pobiegłam na górę.Uczesałam włosy w długiego kłosa i trochę poprawiłam makijaż.Ubrałam się w ciepłe i wygodne ubranie.

*Cassie*Dwa dni później

 Louis chodzi po domu przygnębiony. Przyłapywałam go bez przerwy na gapieniu się na mnie. Za każdym razem gdy zauważyłam, odwracał wzrok i smutniał. Wygląda na to, że ma jakiś problem. Liam siedział w salonie i oglądał serial w telewizji.
- Hejka. - usiadłam obok. Nikogo nie było. Wszyscy siedzieli w swoich pokojach.
- Cześć.
- Wiesz co z Louisem? - zapytałam. Stracił zainteresowanie programem i spojrzał na mnie. Przekręcił się nieco. Uwielbiam go za to, że potrafi w każdej chwili przerwać to, co robi, jeżeli ktoś ma jakiś problem.
- Też zauważyłaś?
- Tak. Chodzi cały czas jakby ktoś mu rodzinę wymordował.
- Można to tak nazwać. - Liam pokiwał głową. - gapi się na ciebie.
- Eee tam, czasem tylko zerknie.
- Gapi się. - powtórzył. - Bez przerwy.
- Przesadzasz. - wzruszyłam ramionami.
- Myśl sobie co chcesz, nie będę się kłócił. Ale Louis rzeczywiście jest nie w humorze.
- Domyślasz się, o co może chodzić? - zapytałam z nadzieją. Liam westchnął ciężko i spojrzał na mnie ze smutkiem.
- Tak, domyślam się, ale wolę, żebym się mylił. - wbił wzrok w ekran. Wytrzeszczyłam na niego oczy.
- Narkotyki?
- Gorzej. O wiele gorzej. Ale może się mylę.
- Powiesz mi?
- Wolałbym nie. A raczej ty byś wolała.
- Nie rozumiem. - zmarszczyłam brwi. Payne znów na mnie spojrzał. Bardzo uważnie.
- Posłuchaj, Cassie. Zrozum, że życie w sławie nie jest usłane różami. Jesteśmy zależni od producentów, od menagera, od mediów. Tyle mogę ci powiedzieć.
- Mam przez to rozumieć, że Louis jest zmuszany do czegoś, na co nie ma ochoty? - zapytałam. Liam wciągnął powietrze, otworzył usta, ale nic nie powiedział. Zamknął je, po czym znów otworzył.
- Nie mogę ci nic powiedzieć, Cassie. Naprawdę. Louis nie może nikomu mówić. Nigdy nie możemy mówić takich rzeczy. Jesteśmy zmuszani, a jeżeli cokolwiek się wyda media nas zgniotą, jak maleńką mróweczkę. W showbiznesie nigdy nie jest z górki. - złapał mnie za nadgarstek. - Nigdy - dodał, chcąc podkreślić wagę swoich słów.
- Przecież wiecie, że ja bym nigdy wam czegoś takiego nie zrobiła. Nie pisnęłabym nawet słówka.
- Cass, nawet my nie wiemy, kiedy coś się święci. Louis po prostu nie może powiedzieć. NIKOMU. Nawet nam. Choćby chciał.
- A jeśli go zapytam? - drążyłam temat. Chciałam się wszystkiego dowiedzieć.
- Możesz próbować. - wzruszył ramionami i wrócił do swojego serialu, zakańczając rozmowę. Chwilę z nim oglądałam, po czym wstałam i poszłam do pokoju Harry'ego.
- Cześć, mogę? - uchyliłam drzwi. Loczek podniósł głowę znad telefonu.
- Jasne. - weszłam i usiadłam na łóżku. - Co cię do mnie sprowadza?
Zamyśliłam się na chwilę. Chciałam zapytać o Louisa i o pusty pokój ze zdjęciem.
- Nie wiem od czego zacząć. - przyznałam.
- Najlepiej od początku. - Kiwnęłam głową.
- Wtedy co mnie znaleźliście w tym pokoju z zacinającymi się drzwiami..
- A tak, ktoś musi wreszcie zadzwonić do jakiegoś ślusarza, żeby to naprawił.
- Ty też jesteś ktoś. - zauważyłam.
- Cokolwiek. Kontynuuj.
- No więc wtedy ja.. znalazłam pokój. - mruknęłam. - Taki biały, pusty z kartonowym pudłem na środku. - Harry pokiwał głową. Nie wyglądał na złego.
- Tak. Opowiadałem ci o tym zdjęciu. To ja i moja kuzynka w Holmes Champel.
- Możemy iść go zobaczyć? - Harry uniósł brwi.
- Ee, no okay. - wstał, odłożył telefon na biurko i poszliśmy do białego pokoju. Pudło stało nadal w tym samym miejscu. Klęknęliśmy przy nim, a Harry wyjął zdjęcie. Było dokładnie takie, jak go zapamiętałam.
- Słodziak był z ciebie. - uśmiechnęłam się.
- To nie jest moje najsłodsze zdjęcie.
- Ta piaskownica.. przypomina mi moją własną piaskownicę. Z dzieciństwa. Pamiętam jak razem z kuzynem i dziadkiem bawiliśmy się w tej piaskownicy. Pamiętam też jak zrobił nam domek na drzewie i jak nas kąpał razem. Pamiętam jak mi mówił, że nie wolno bić chłopców i jak opowiadał mojemu kuzynowi, że dziewczynki się szanuje. A kiedy zapytaliśmy go gdzie jest babcia.. zabrał nas na ...
- Cmentarz. - powiedział Harry cicho. Spojrzałam mu w oczy. To spojrzenie. Mały chłopiec w ciele mężczyzny. Zapłakany chłopczyk w niebieskich spodenkach był taki podobny do chłopaka klęczącego obok mnie. A dziewczynka? Kim była? Dlaczego Harry miał taką trudność ze znalezieniem jej? Dlaczego jej ojciec zmienił nazwisko? Dlaczego mój ojciec zmienił nazwisko? Spojrzałam znów na zdjęcie. Dopiero teraz z tyłu dostrzegłam rozłożyste drzewo z domkiem na drzewie. Zwykły drewniany domek, pomalowany czerwoną farbą. Z atrapą komina i niebieskimi drzwiami.
- Ten domek. Kto go zrobił? - zapytałam.
- Mój dziadek. Wtedy jeszcze nie pozwalał nam na niego wchodzić, bo byśmy spadli. Ale kiedy mieliśmy już po trzy latka uczył nas jak się tam wchodzi i pił z nami herbatkę.
Próbowałam wyobrazić sobie Harry'ego i jego kuzynkę z dziadkiem w domku na drzewie. Siedzących wokół małego stolika, z pluszakami lalkami, prowadzących nietypową rozmowę, zrozumiałą tylko dla małych dzieci i ich dziadków.
- Miałam taki domek. I taką piaskownicę. - mruknęłam. To wszystko wydawało mi się dziwne. Jak to możliwe, że mieliśmy takie same wspomnienia z dzieciństwa? - To wszystko nie ma sensu.
- Chyba tak. - Harry pokiwał głową. Patrzył na mnie uważnie, studiując każdy szczegół mojej twarzy. Pokręciłam głową.
- To jest niemożliwe, to zbyt proste, to...
- To właśnie się dzieje. - dokończył Harry. Podniosłam głowę i patrzyłam uważnie w jego oczy.
- Harry... Ja... Nie wiem. To nie może się dziać naprawdę.
- Ale właśnie się dzieje. - powiedział, ucieszony. Wziął mnie za rękę i poszliśmy do salonu, gdzie siedzieli wszyscy chłopacy i nie wiadomo skąd Charlie. Przyszedł też Niall, chyba już mu przeszło, słyszałam jak śpiewa. Popatrzyli na nas zdziwieni.
- Harry? - Charlie zerwała się z fotela. - Czy-czy wy właśnie... Harry... Cassie! ... byliście razem na... w... możecie mi łaskawie powiedzieć, co wy wyprawiacie?!
Oboje z Harrym parsknęliśmy śmiechem. Patrzyli na nas z niedowierzaniem
- Ale Harry ty i Charlie przecież. - Louis patrzył na mnie ze smutkiem.
- To nie ma sensu! Natychmiast mówcie co was tak śmieszy, albo oboje wylecicie na zbity pysk! - zabrał głos Zayn. To na rozśmieszyło jeszcze bardziej. Trzymaliśmy za brzuchy ze śmiechu.
- Wy.. wy nic nie... hahhaha nic-n-nic nie rozumiecie. Hahhahaha - śmiałam się głośno.




Coo? Już koniec 18 rozdziału?? Dlaczego? Przecież jest taki krótki :< Ojj przesadzacie, dziewczyny przesadzacie. Za takie rzeczy idzie się do więzienia. Dlaczego ten rozdział jest taki krótki??
 NO SORRY BARDZO ALE TAK WYSZŁO ;D
Ale spoko 19 jest już w połowie no więc... czekajcie, a przeczytacie :> ~ Hermi.